i myślę dziś, że Mógłbyś od razu powiedzieć, że "dwaj albo trzej" kobiet nie obejmuje, zasada upomnienia (i towarzyszenia, o którym tak dużo było w liście biskupów) też... bo inaczej nie potrafię wytłumaczyć tego wszystkiego. Chyba że baby się nie liczą. To wtedy Masz rację.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.
ten blog
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.
Strony
06 września 2026
15 sierpnia 2026
Wniebozielna
poszła do Nieba i się skończyło. W końcu pozytywnie. Szkoda, że dopiero po śmierci. OK, jak Się Jest Bogiem i ma się do dyspozycji całą wieczność, to pewnie ludzkie życie przy całej jego namolnej długości nie wydaje się niczym znaczącym i można je pozwolić totalnie zmarnować, bo takie to nic. Ale jak się jest tylko człowiekiem, to skala problemu wygląda trochę inaczej jednak. Tyle że co biedny człowiek może na to poradzić.
A tymczasem ja na ziemi dziś wypiłam trzy kawy, żeby jako tako utrzymać się przy przytomności. Na mszy byłam w parafii, potem ogarniałam domowe zaległości, gotowałam obiad, po południu w ramach spaceru poszłyśmy z mamą do parafii odpustowej - ale już było po odpuście, wszystko poskładane na cacy. Tylko kościół taki jakby nie mój. Pełen kiczowatych malunków, które wstyd nazwać obrazami. Jeśli poziom artyzmu oddaje głębię duchową tu panującą, to nie zazdroszczę. Jak Ty tu Możesz wytrzymać?
10 sierpnia 2026
skończyłam pierwszy etap
ogarniania papirologii zusowskiej. Przede mną drugi etap i oczekiwanie na to, co dalej :P. Czuję się trochę jakbym teraz (sic) zaczynała wakacje, które nie będą mieć końca. Może jakoś tak będę czuć się na początku wieczności?
W każdym razie uczciłam dzisiejszy dzień grillem - taka drobna złośliwość liturgiczna :P.
Dziś bakłażany wyszły ciut lepiej, ale ciągle nie odkryłam, jak wygrillować z nich maksimum smaku.
A poza tym - jak widać, miałam ostatnio niezwykle zajęty czas. Dzielony pomiędzy życie towarzyskie (którego chwilowo mam dość), mamę, ogród, ogarnianie mieszkania, zdychanie w upale i takie tam. A mama walczy z nieodbijającą spłuczką do WC i jest autentycznie przerażona, jak woda leje się i leje, i nie przestaje się lać. Trzeba będzie pogadać z hydraulikiem...
Wśród wielu zajęć znalazłam chwilę na ogarnięcie finalne lipcowego czelendżu.
Ostatni lipcowy filmik:
A sierpniowe roślinki już się suszą:
mamy tu proso, miętę, kwiat dyni, odętkę, chabry bylinowe, szczaw, różę, rudbekię bylinowa, płatki słonecznika, liść paproci, owoce ruty - i znowu proso.
06 sierpnia 2026
nie jestem pewna
czy ja w Niebie to dobry pomysł... Wyobraź sobie świecącego :) ociekającego potem zasyfionego pulpeta. :P. I jak? Widzisz, ja naprawdę nie lubię świecić. Jeśli Masz tam jakieś dyskretne miejsce, gdzie będę mogła (nie świecąc) schować się tak, żebym ja nie musiała świecić i żeby nikt mnie nie musiał oglądać, to ewentualnie wtedy może mieć sens.
Jest upiornie gorąco.
Tak gorąco, że zaczynam uważać, ze mycie się to tylko marnowanie wody. :P
edytowane wieczorem:
a potem deszcz się skończył, wysechł i dalej jest tak samo upiornie gorąco.
10 czerwca 2026
jedna trzecia czerwca
teraz zaczyna się najgorszy czas w roku szkolnym: poprawianie, papierowanie, nasiadówki. Zamknąć oczy, zatkać uszy i przelecieć na oślep do końca. Na domiar złego :P w tym samym czasie kończy się oktawa Bożego Ciała, której przecież nie ma :P (ale jak zwykle z tej okazji występuje zapotrzebowanie na wianki) - i tym sposobem mam jednego dnia pracę, radę, wianki i muszę zdążyć przed 18.00.
Zielsko już w większości przyniosłam
ale wianki będę wić jutro, żeby nie zdechły. BTW u nas deszczu nie ma, ksiądz jutro więcej wody na święcenie tych wianków wyleje niż dziś z nieba spadło. I mam szczerą nadzieję, że to ostatni raz ten końcoworoczny zapieprz. I że za rok będę mieć więcej czasu na świętowanie końca oktawy, której nie było. :P
Kupiłam nowego mumaka i okazało się, że w fabryce zalali w sitkach od kawy te dziurki, którymi powinna lecieć woda zaparzająca kawę. Nie chce mi się składać reklamacji, pójdę jutro do złotnika (albo na dniach, jutro chyba nie dam rady...) i poproszę o przewiercenie mikrodziurek w środku sitka. Poza tym kawa jest bardzo smaczna, taka jak z prawdziwej kawiarni. Tyle że patałachy zalali odpływ. I mumak mi oczywiście jak zwykle sikał na stół.
Poza tym mam filmik z ususzonego majowego kalejdoskopu, ale nie mam kiedy go wrzucić na YT. I nazbierałam roślinki na kalejdoskop czerwcowy i już się suszą.
Co my tu mamy.... na górze pięciornik, irys i orliki. Na dole skalnice, bławatki, rogownica, czarny bez, rumianki, jaśmin, żurawka, ligustr, ta jak jej tam nie saletra :P tylko LUCERNA :) i na końcu szczaw.
I mój prywatny ogrodowy smok, a właściwie smoczyca:
A filmik muszę niebawem wrzucić, ok. Ale naprawdę chwilowo nie wyrabiam. Do tego jak zawsze przy tej pogodzie (chce padać a nie może) pęka mi łeb.
04 czerwca 2026
zmoknięta procesja
i chwała Panu, bo w tym roku suszy deszcz jest u nas szczególniejszą laską Bożą.
Tak sobie dziś myślałam o drodze przez pustynię wielką i straszną, i pełną wężów jadowitych i skorpionów. Że jeśli drogą jest życie, pustynią hm różne okoliczności, to kto jest w moim życiu wężem, a kto skorpionem. :P Zapewne ten, kto gryzie...
I szłam tak sobie, uroczyście prowadząc pod rękę Pana Jezusa, który co chwilę próbował mnie dziubnąć parasolką w oko. Pan Jezus chwilowo schował Się w osobę mojej mamy i zupełnie nie mógł nadążyć za procesją. I przypominaliśmy sobie procesje związane z poświęceniem pól, nie mogąc ustalić, czy u nas były w maju czy w czerwcu - może były różnie. To nie były procesje na Boże Ciało i nie nosiło się Najświętszego Sakramentu, szedł krzyż, ksiądz z kropielnicą, tłumek ludzi śpiewających pieśni, z których pamiętam najbardziej "chwalcie łąki umajone". Miałam może ze 3 lata i do dziś pamiętam komentarz sąsiadki do wersetów, że "i co czuje, i co żyje, niech z nami chwali Maryję". Sąsiadka mianowicie wymieniała wszystkie polne żyjątka, od jaskółek do pająków i od jabłoni do trawy pod nogami - i zdumiona (i niezwykle uradowana) konstatowała, że w takim razie to wszystko też Boga chwali. Wersja bardziej luterska niż ta z Maryją.
A mama miała wtedy okropny fioletowoczerwony pierścionek, a na ustach okropną taką samą szminkę. I nie podobało mi się to już w wieku trzech latek. Ale mama była, zdaje się, niezwykle z siebie zadowolona, to co miałam mówić. :P
Wtedy dzieci nie komentowały zachowań ani słów dorosłych. Wtedy dzieci słuchały. Że pajączki i trawa też chwalą Boga, na przykład.
09 maja 2026
w ogrodzie, w kalejdoskopie
i w katedrze, tia.
Dziś z ogrodu przybyła nowa kolekcja:
Zawilce wielkokwiatowe, tasznik, liście paproci, młodziutkie liście winogronu, niezapominajka, lilak, żarnowiec, skalnice, floks szydlasty, konwalia, bratki, gwiazdnica, liście przytulii, smagliczka, kocimiętka, liść ruty, szydlica - chyba tyle. Cała majowa rozmaitość. Wylądowały w książce do suszenia.
A w katedrze światło odbijało się w wypolerowanej podłodze tak samo jak w 2012.
Dywan pewnie był tak samo zakurzony.
Pomódlcie się czasem za nich. Żeby patrzyli na świat i ludzi z pozycji dywanu, nie tronu. Światła odbitego w posadzce, nie żyrandola.
I ja też.
Bo mozolnie wracam do etapu drugiego skrutinium :P i hm, czasami wraca nas życie, nie żadni ważni decydujący. Nie wiem, czy przebrnę.
27 kwietnia 2026
z wczorajszego spaceru
bo jednak mam potrzebę publikowania wpisów chronologicznie. A u mnie jak nic się nie dzieje godnego wzmianki na blogu, to przez kilka dni. A potem jak mam dwa dni wolnego, to nagle pojawia się materiał na kilkanaście wpisów. :))) Może dlatego mam kilka blogów, ale nawet one nie mają tyle buforu, żeby to jednocześnie przyjąć.
Dlatego kolejne wypełnione kwestionariusze złotych myśli czekają na publikację do kolejnych dni :) - przy okazji: nie macie pojęcia, jak inspirujące i poszerzające horyzonty jest czytanie Waszych odpowiedzi. Niesamowite doświadczenie. Dlatego nieustająco zapraszam do wypełniania złotych myśli :klik:.
Tymczasem.
Wczoraj w brewiarzu było takie niebezpieczne czytanie z Grzegorza Wielkiego świętego:
"zaiste, niemądry to wędrowiec, który pociągnięty urokiem ukwieconych łąk zapomina, dokąd miał zamiar skierować swe kroki".
Hehe. Z rozkoszą skierowałam wczoraj kroki ku ukwieconym łąkom. Taka babska przekora. No ale sami popatrzcie:
Jak nie wejść w łąkę kwitnącej szydlicy
starca i wilczomlecza

































