When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

15 sierpnia 2026

Wniebozielna

 

poszła do Nieba i się skończyło. W końcu pozytywnie. Szkoda, że dopiero po śmierci. OK, jak Się Jest Bogiem i ma się do dyspozycji całą wieczność, to pewnie ludzkie życie przy całej jego namolnej długości nie wydaje się niczym znaczącym i można je pozwolić totalnie zmarnować, bo takie to nic. Ale jak się jest tylko człowiekiem, to skala problemu wygląda trochę inaczej jednak. Tyle że co biedny człowiek może na to poradzić.

A tymczasem ja na ziemi dziś wypiłam trzy kawy, żeby jako tako utrzymać się przy przytomności. Na mszy byłam w parafii, potem ogarniałam domowe zaległości, gotowałam obiad, po południu w ramach spaceru poszłyśmy z mamą do parafii odpustowej - ale już było po odpuście, wszystko poskładane na cacy. Tylko kościół taki jakby nie mój. Pełen kiczowatych malunków, które wstyd nazwać obrazami. Jeśli poziom artyzmu oddaje głębię duchową tu panującą, to nie zazdroszczę. Jak Ty tu Możesz wytrzymać? 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.