When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

10 czerwca 2026

jedna trzecia czerwca

 teraz zaczyna się najgorszy czas w roku szkolnym: poprawianie, papierowanie, nasiadówki. Zamknąć oczy, zatkać uszy i przelecieć na oślep do końca. Na domiar złego :P w tym samym czasie kończy się oktawa Bożego Ciała, której przecież nie ma :P (ale jak zwykle z tej okazji występuje zapotrzebowanie na wianki) - i tym sposobem mam jednego dnia pracę, radę, wianki i muszę zdążyć przed 18.00. 

Zielsko już w większości przyniosłam




ale wianki będę wić jutro, żeby nie zdechły. BTW u nas deszczu nie ma, ksiądz jutro więcej wody na święcenie tych wianków wyleje niż dziś z nieba spadło. I mam szczerą nadzieję, że to ostatni raz ten końcoworoczny zapieprz. I że za rok będę mieć więcej czasu na świętowanie końca oktawy, której nie było. :P

Kupiłam nowego mumaka i okazało się, że w fabryce zalali w sitkach od kawy te dziurki, którymi powinna lecieć woda zaparzająca kawę. Nie chce mi się składać reklamacji, pójdę jutro do złotnika (albo na dniach, jutro chyba nie dam rady...) i poproszę o przewiercenie mikrodziurek w środku sitka. Poza tym kawa jest bardzo smaczna, taka jak z prawdziwej kawiarni. Tyle że patałachy zalali odpływ. I mumak mi oczywiście jak zwykle sikał na stół. 

Poza tym mam filmik z ususzonego majowego kalejdoskopu, ale nie mam kiedy go wrzucić na YT. I nazbierałam roślinki na kalejdoskop czerwcowy i już się suszą.


Co my tu mamy.... na górze pięciornik, irys i orliki. Na dole skalnice, bławatki, rogownica, czarny bez, rumianki, jaśmin, żurawka, ligustr, ta jak jej tam nie saletra :P tylko LUCERNA :) i na końcu szczaw. 

I mój prywatny ogrodowy smok, a właściwie smoczyca:


A filmik  muszę niebawem wrzucić, ok. Ale naprawdę chwilowo nie wyrabiam. Do tego jak zawsze przy tej pogodzie (chce padać a nie może) pęka mi łeb. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.