zmaganie o dzierżawę ogrodu i notatki z dnia rekolekcyjnego. Tyle będzie.
O ogrodzie najkrócej - niby końcówka, ale ciągle sprawy w toku.
Czelendż:
Na górze liście brzozy i berberysu, na dole winobluszcz, żółtlica, pożółkły dziurawiec, marcinki i rukola. Kwitnąca.
Ususzyły się. Wylądowały w słoiku i w kalejdoskopie.
Z kalejdoskopu zdjęć kilka:
Filmik:
I aktualny pasek:
Co do notatek rekolekcyjnych. Są dwie.
Po pierwsze. Jak Chcesz kochać moich wrogów, to Sobie ich Kochaj, ale mnie nie mieszaj do tego. :P
Po drugie. W oparciu o słynny tekst o zeschłych kościach u Ezechiela (Ez 37). Po raz pierwszy dotarło, że nie jestem zeschłą kością w tej bajce (a przynajmniej nie tylko), ale - cokolwiek na to panowie-teologowie - jestem prorokiem. I mam w tej bajce zadanie: prorokować nad kośćmi. Nie byle jakimi. Kośćmi _pobitych_. Tia. Wojsko (sic) bardzo wielkie...
I co tam jeszcze. A, że kolejna numerowa malowanka.

















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.