When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na ludowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na ludowo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 sierpnia 2026

imieniny kalendarzowe

 wielkie dzięki Wszystkim za życzenia Olu, list doszedł właśnie dziś, a gwiezdnik czarnodzioby :)))


dołączył do dziurawczyka świątecznego od Agai. :) :Klik:

Poza tym dostałam czterolistną koniczynkę

i tęczę też dostałam, chociaż u nas nawet nie padało - tęcza była przez chwilę, kiedy akurat nie dysponowałam żadnym obiektywem. Ale była. 

Ogrodowy domek w wersji folk

i kolekcja roślin do kalejdoskopu z drugiej połowy sierpnia:


na górze nawłoć, w środku od lewej: wrzos, cynia, marcinki, dzielżan, znowu wrzos, kosmos, jastrzębiec kosmaczek, gipsówka, czosnek. Na dole jakaś bylica. Już się suszą. 

sobota, 15 sierpnia 2026

Wniebozielna

 

poszła do Nieba i się skończyło. W końcu pozytywnie. Szkoda, że dopiero po śmierci. OK, jak Się Jest Bogiem i ma się do dyspozycji całą wieczność, to pewnie ludzkie życie przy całej jego namolnej długości nie wydaje się niczym znaczącym i można je pozwolić totalnie zmarnować, bo takie to nic. Ale jak się jest tylko człowiekiem, to skala problemu wygląda trochę inaczej jednak. Tyle że co biedny człowiek może na to poradzić.

A tymczasem ja na ziemi dziś wypiłam trzy kawy, żeby jako tako utrzymać się przy przytomności. Na mszy byłam w parafii, potem ogarniałam domowe zaległości, gotowałam obiad, po południu w ramach spaceru poszłyśmy z mamą do parafii odpustowej - ale już było po odpuście, wszystko poskładane na cacy. Tylko kościół taki jakby nie mój. Pełen kiczowatych malunków, które wstyd nazwać obrazami. Jeśli poziom artyzmu oddaje głębię duchową tu panującą, to nie zazdroszczę. Jak Ty tu Możesz wytrzymać? 



piątek, 24 lipca 2026

poniedziałek, 20 lipca 2026

wakacyjnie 3

 skansen w Lublinie. 

 








A poza tym zapraszam do obejrzenia przeterminowanego czerwcowego kalejdoskopu z końca czerwca:



czwartek, 11 czerwca 2026

filmik i wianki

 

Chyba fajny. 

Wianków zrobiłam w tym roku w sumie 20, ale kilka wydałam natychmiast po zrobieniu i na zdjęciu (oprócz mumaka, którego ciągle jeszcze nie oswoiłam, i oprócz makutry, w której chwilowo ucieram różę) nie ma wszystkich wianków.


W międzyczasie była normalna praca, potem - krótka bo krótka - rada, zaraz idę na wieczorną mszę. Deszcz padał u nas tylko nad ranem i rano - i jest go zdecydowanie za mało ciągle, tak popadało na zasadzie lepszy rydz niż nic. Kilka deszczowych zdjęć z drogi do pracy zaraz będzie na ważce. 

A mama dziś ma nastrój jęcząco-zbuntowany, czyli na przykład po sklepach (sama) łaziła, ale do kościoła (ze mną) się nie wybiera. Nietypowe trochę, ale.

Jeszcze 10 dni i zakończenie roku. Dostałam dziś na dziennik wiadomość od mamy pewnego ucznia, z którym (i z rzeczoną mamą) rok temu przepychałam się o stopnie na koniec. Więc jak zobaczyłam, że mam od niej wiadomość, zareagowałam gęsią skórką i mdłościami. Okazało się, że to tylko zwolnienie z lekcji. :P Pozdrowienia dla wszystkich nauczycieli wystawiających końcowe oceny. 

środa, 10 czerwca 2026

jedna trzecia czerwca

 teraz zaczyna się najgorszy czas w roku szkolnym: poprawianie, papierowanie, nasiadówki. Zamknąć oczy, zatkać uszy i przelecieć na oślep do końca. Na domiar złego :P w tym samym czasie kończy się oktawa Bożego Ciała, której przecież nie ma :P (ale jak zwykle z tej okazji występuje zapotrzebowanie na wianki) - i tym sposobem mam jednego dnia pracę, radę, wianki i muszę zdążyć przed 18.00. 

Zielsko już w większości przyniosłam




ale wianki będę wić jutro, żeby nie zdechły. BTW u nas deszczu nie ma, ksiądz jutro więcej wody na święcenie tych wianków wyleje niż dziś z nieba spadło. I mam szczerą nadzieję, że to ostatni raz ten końcoworoczny zapieprz. I że za rok będę mieć więcej czasu na świętowanie końca oktawy, której nie było. :P

Kupiłam nowego mumaka i okazało się, że w fabryce zalali w sitkach od kawy te dziurki, którymi powinna lecieć woda zaparzająca kawę. Nie chce mi się składać reklamacji, pójdę jutro do złotnika (albo na dniach, jutro chyba nie dam rady...) i poproszę o przewiercenie mikrodziurek w środku sitka. Poza tym kawa jest bardzo smaczna, taka jak z prawdziwej kawiarni. Tyle że patałachy zalali odpływ. I mumak mi oczywiście jak zwykle sikał na stół. 

Poza tym mam filmik z ususzonego majowego kalejdoskopu, ale nie mam kiedy go wrzucić na YT. I nazbierałam roślinki na kalejdoskop czerwcowy i już się suszą.


Co my tu mamy.... na górze pięciornik, irys i orliki. Na dole skalnice, bławatki, rogownica, czarny bez, rumianki, jaśmin, żurawka, ligustr, ta jak jej tam nie saletra :P tylko LUCERNA :) i na końcu szczaw. 

I mój prywatny ogrodowy smok, a właściwie smoczyca:


A filmik  muszę niebawem wrzucić, ok. Ale naprawdę chwilowo nie wyrabiam. Do tego jak zawsze przy tej pogodzie (chce padać a nie może) pęka mi łeb. 

czwartek, 4 czerwca 2026

zmoknięta procesja

 i chwała Panu, bo w tym roku suszy deszcz jest u nas szczególniejszą laską Bożą.




Tak sobie dziś myślałam o drodze przez pustynię wielką i straszną, i pełną wężów jadowitych i skorpionów. Że jeśli drogą jest życie, pustynią hm różne okoliczności, to kto jest w moim życiu wężem, a kto skorpionem. :P Zapewne ten, kto gryzie...

I szłam tak sobie, uroczyście prowadząc pod rękę Pana Jezusa, który co chwilę próbował mnie dziubnąć parasolką w oko. Pan Jezus chwilowo schował Się w osobę mojej mamy i zupełnie nie mógł nadążyć za procesją. I przypominaliśmy sobie procesje związane z poświęceniem pól, nie mogąc ustalić, czy u nas były w maju czy w czerwcu - może były różnie. To nie były procesje na Boże Ciało i nie nosiło się Najświętszego Sakramentu, szedł krzyż, ksiądz z kropielnicą, tłumek ludzi śpiewających pieśni, z których pamiętam najbardziej "chwalcie łąki umajone". Miałam może ze 3 lata i do dziś pamiętam komentarz sąsiadki do wersetów, że "i co czuje, i co żyje, niech z nami chwali Maryję". Sąsiadka mianowicie wymieniała wszystkie polne żyjątka, od jaskółek do pająków i od jabłoni do trawy pod nogami - i zdumiona (i niezwykle uradowana) konstatowała, że w takim razie to wszystko też Boga chwali. Wersja bardziej luterska niż ta z Maryją. 

A mama miała wtedy okropny fioletowoczerwony pierścionek, a na ustach okropną taką samą szminkę. I nie podobało mi się to już w wieku trzech latek. Ale mama była, zdaje się, niezwykle z siebie zadowolona, to co miałam mówić. :P

Wtedy dzieci nie komentowały zachowań ani słów dorosłych. Wtedy dzieci słuchały. Że pajączki i trawa też chwalą Boga, na przykład. 

czwartek, 14 maja 2026

święty Maciej

 zimę traci albo bogaci. :))) Tia wiem, to przedsoborowy święty Maciej z 24 lutego bodaj, ale w tym roku przysłowie pasuje jak pięść do ryja. Do wczoraj było tragicznie zimowo zimno. Dziś trochę cieplej. Jutro zobaczymy, co z zimą zrobił święty Maciej.

Na razie pozdrowienia z ogrodu.















Jest absolutnie przepięknie. 

Dziś odkryłam, że mam dwa gatunki konwalii. Ta jest zwykła



a to jest jakiś wąskokwiatowy mutant:


Jak ją zobaczyłam, myślałam najpierw, że to jakaś cebulica. :)

A poza tym mozolnie odpisuję na (wielkanocne) listy i w okolicach Zielonych Świąt powinny dojść z godnie z obietnicą. :)