When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ptaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ptaki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 października 2026

o owocach

 W kontekście dzisiejszych czytań o wrednych robotnikach w winnicy, od których Pan oczekiwał owoców, a oni uznali winnicę za swoją własność i z owocami wyszło jak wyszło. I Pan się nie Patyczkował, tylko Rozjechał towarzystwo równo, a znalazł Sobie inne. 

Brzmi znajomo? No. To po pierwsze, Izrael wcale nie wydawał gorszych owoców niż którykolwiek współczesny Kościół. Wielu było świętych Żydów, a nawet i parę świętych Żydówek, w historii zbawienia. Było kilku całkiem przyzwoitych proroków. Rodzice Maryi. Jan Chrzciciel. Jego mamusia. Święty Józef. Apostołowie, z Piotrem na czele. I atut nie do przebicia: owocem Izraela jest Mesjasz. I przy okazji Jego Mama. Kto da więcej?

Kościół ze swoimi wszystkimi świętymi w rozrachunku procentowym (ilość świętych chrześcijan podzielić na ilość wszystkich ochrzczonych na świecie jest mniejsza niż ilość świętych Żydów podzielić przez ilość wszystkich Żydów, naród niby dzieciaty, ale nie za liczny) i w rozrachunku jakościowym, wobec braku zrodzenia Mesjasza, może się schować. Wobec różnych takich niekoniecznie owocowych zjawisk w Kościele ja bym się wcale nie zdziwiła, gdyby Bóg Powiedział: dobra, dzieciaki, pobawili się? To gdzie te moje winogrona? Nie ma? A tyle goryczy w Kościele to skąd? No to wypad.

No i będzie się działo, co Zapowiedział, a co może już i trochę niektórzy zaczynają widzieć. 

Nie wiem, co Bóg Wymyśli jako następstwo dzisiejszego Kościoła, ale nie muszę wiedzieć. OK, Zapowiedział, że bramy piekielne go nie przemogą. Ale nic nie Mówił o ludzkich wyborach. Poza tym Kościół, jaki znamy teraz, wcale nie musi być ostateczną formą istnienia Kościoła i sądząc z Apokalipsy wcale nie jest, będzie coś zupełnie innego. (Poza tym uważam, że każda, nawet najlepiej wybrana śmietanka z czasem spleśnieje - i nie wiem, czy nawet w Niebie uda się Mu zachować stan idealny... na długo - no ale to Jego problem, nie mój. Może istotnie Ma lepsze lodówki.)

Także ten. Jeśli nawet aniołom nie Przepuścił, na co my liczymy? 

Ja na przykład, jak patrzę na całą swoją historię, myślę, że nic w moim życiorysie Bogu się nie podobało, jakkolwiek się starałam i jakiekolwiek miałam mniemania. Tak mi wynika z tej historii. Cokolwiek chciałam Mu najszczerzej dać - poszło w piach. A goryczy zostało od cholery. Rozpirzyć to wszystko raz i może kto inny będzie Mu się podobał bardziej. Jeśli o mnie chodzi. 

Z rzeczy niebiblijnych.





To wyżej to moja ogrodowa kolekcja sikor, świętemu Franciszkowi by się podobała. W bonusie zięba, mazurek i dzięcioł.




Stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. I jeszcze trochę se poczeka. 

środa, 30 września 2026

jeszcze ciut więcej

 teraz chyba już widać panią, prawda?


Ku mojej radości skończył się wrzesień i zmasowany atak mamy na wszelkich lekarzy. :P Jeszcze tylko mam zarejestrować ją na uwaga marzec i do tej pory nie było takiej możliwości, podobno "od października", więc jutro idę do przychodni z samego rana, żeby nie okazało się pojutrze, że zapisy to już były i nie ma już miejsc. A potem zaczynamy akcję cmentarze. Potrwa gdzieś do 7 listopada.

Mój jesienny ogród pozdrawia:






Różowe też mam :)


Jak wzięłam aparat, żurawi oczywiście nie było. Była sikorka uboga czy czarnogłówka, kto ją tam wie









a na wieży ciśnień niezmiennie siedzi pustułek Sebastian.




Zdjęcia chyba ciut lepsze niż do tej pory, bo jakby widniej dziś było. 

Na ogród nie miałam wiele czasu, bo rano jeszcze latałam z mamą do podologa, robiłam zakupy, gotowałam obiad i takie tam. A, pranie jeszcze. Mama - oprócz tego, że źle funkcjonuje w warunkach stresowych i że działa coraz wolniej - zaczyna się gubić w zegarze. Ciężko się z nią umawiać na godzinę, na przykład. I cały plan dnia zwykle koło 12.00 zaczyna się walić, bo "przecież dopiero 11.00" albo "no jak, to 12.00 dopiero? Myślałam, że 13.00."

ZUS konsekwentnie się do mnie nie odzywa i żadnych pieniędzy we wrześniu nie przelał. Zapisywałam skrupulatnie wszystkie swoje wrześniowe wydatki i - nie głodując - wydałam 1375 zł, w tym 733 na rachunki. Dzienna średnia kroków: 13 944. Schudnąć się nie udało. Nie wiem, może powinnam robić dziennie 130 tysięcy kroków i jeść za 10 złotych, to może bym i schudła, ale wcale nie na pewno. 

Muszę sobie kupić nową jesienno-wiosenną sportową kurtkę z softszelu może, bo stara przestała być reprezentacyjna i jeszcze pół roku, a ktokolwiek będzie chciał się ze mną pokazać na mieście, to będzie się zastanawiał, czy wypada. :P 

Dobra, odchodząc od spraw finansowo-budżetowych. Na koniec tego przydługiego wpisu mam refleksję z dzisiejszych czytań mszalnych, konkretnie z księgi Hioba z 9 rozdziału. Jakoś zawsze mi przelatywało między szeroko rozstawionymi sztachetami świadomości :P, trzepnęło dopiero dziś. Jak wchodzisz w spór z Bogiem, to Odpowie ci może jeden raz na tysiąc. Albo i nie. I to jest w Biblii.

wtorek, 29 września 2026

czelendż - druga połowa września

 przypominam:



Na górze jakiś rdest, na dole cykoria, rdestówka, lnica, szarłat, kwiat bluszczu, szyszka chmielu, kawałek kwiatostanu różowej tawuły i pierwszy żółty liść jesionu. Wszystko, co zdołałam zebrać po drodze z domu do najbliższego supermarketu :P.

Wtedy były te strrrasznie zimne dni i chodziłam tyle co do sklepu i na śmietnik. 

Zdjęcia:

Słoik:


kalejdoskop:


aktualny pasek:


kilka kadrów z kallejdoskopu:










i filmik:


Poza tym najszczerzej zazdroszczę mieszkańcom województw nieprzygranicznych. Zazdroszczę braku idiotycznych alarmów po kilka razy dziennie i nocnie. Tym bardziej, że z alarmów totalnie nic nie wynika, bo zakładając, że istotnie cokolwiek by nam zagrażało - nie ma gdzie uciekać. A tryumfalne komunikaty, że zamierzają nam kupić więcej syren alarmowych, przyprawiają mnie o gęsią skórkę. Na co nam syreny, udostępnijcie nam odpowiednią liczbę schronów. Tak wiem, syreny są tańsze :P. W  razie czego można użyć kota, któremu ktoś będzie nadeptywał na ogon i to się puści przez mikrofon. :P Patent taki.

No zła jestem, bo ostatnio nocy przespać się spokojnie nie da, bo a to alarm, a to odwołanie alarmu. Nie wiem, jaki to ma sens. Na razie wkurza ludzi totalnie. No bo budź się w nocy kilka razy i potem idź do pracy, i się skup. Zwłaszcza że podczas pracy też ci spokoju nie dadzą, tylko będą cię katować alertami. Nie wiem. Może mają w planach totalne wyniszczenie populacji na wschód od Wisły i zaczynają od rozstrojenia psychicznego z nadzieją, że polskie cholerstwo samo wyzdycha ze stresu i chorób towarzyszących, a wtedy będzie można ruskich wpuścić aż do Wisły i nikt nie będzie protestował? Bo innego sensu naprawdę nie widzę.

Do tego ostatniej nocy mama przypadkowo wyciągnęła z kontaktu wtyczkę do przedłużacza, do którego miała podłączone wszystko w pokoju i nagle w nocy przestało jej grać radio, świecić lampka i grzać poduszka elektryczna. I panika w pełni, że to na pewno wojna. Na domiar nieszczęścia akurat rozładowały się wszystkie naraz lampki reagujące na ruch, było totalnie ciemno. A na korytarzu akurat ktoś się tłukł. I do histerii zostało pół kroku.

Dużo trzeba? 

Na pociechę kolejna odsłona jesiennego obrazka:


I kiepskie zdjęcia (robione telefonem) przelotu żurawi nad moim miastem.




No.

wtorek, 11 sierpnia 2026

pod skarpą

 










i w tym krajobrazie mewy



i całe stada młodziutkich jaskółek


jeszcze karmionych przez duże jaskółki z długimi piórami w ogonie - zdaje się, że to tata?


a gąsiorek, znaczy dzierzba, karmi się sam(a).





A poza tym - tak, uważam, że Przeginasz. I Masz to na piśmie, i całe Niebo słyszało. 
Naprawdę.