Po raz pierwszy poczułam przedemerytalny luz. Że nie muszę się spieszyć i że mogę mieć całą tą pracę głęboko w. I przyglądać się do woli na przykład rozmnażaniu winniczków.
Jakby ktoś nie wiedział, one to robią głową (no prawie;). Tak przy okazji, to ludzie powinni brać przykład z winniczków i też bardziej powinni angażować głowę do tych czynności.
Poczekałam, aż skończą, a potem najspokojniej wyrzuciłam oba z ogrodu. Takie dwa winniczki z przychówkiem potrafią objeść ogród lepiej niż szarańcza. Niech się mnożą, ale za płotem.