When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

15 kwietnia 2026

połowa kwietnia

 nie wiem czemu, ale przed chwilą napisałam, że połowa marca - może z powodu pogody. Jest zimno (i sucho), nic nie chce rosnąć, sikorki wyżerają słonecznik z karmnika, mam zapchany nos, cały policzek mam w ogromnych syfach - i tak to życie płynie. Dziś pierwszy raz zaprowadziłam mamę na zabiegi, pięć zabiegów zajęło nam dwie godziny i mama to  potem odchorowała. Ze szkolnych nowin - kończę wystawianie ocen maturzystom, pozostałe klasy kończą dział szósty z ośmiu, jestem już naprawdę zmęczona pracą. 

Z innych - zainspirowana mb :klik: :) załączam zdjęcia kilku stron złotych myśli mojej śp. ciotki. Była wtedy uczennicą technikum, chyba trzeciej klasy, a zatem odpowiedzi udzielały 16-17-latki z ekonomika? Enjoy.














Pytań było więcej, ale nie były jakieś szczególnie twórcze. Ulubiony przedmiot w szkole, najlepszy nauczyciel, takie tam. Poziom średni, ale obecnych 17latek nie posądzam o zdolność wyprodukowania czegokolwiek podobnego. 

I z właściwą sobie przewrotnością odwracam konwencję: jakie pytania Wy zadalibyście w "złotych myślach"? Napiszcie w komentarzach (można kilka) - zrobimy z tego jakąś fajną kompilację i pobawimy się, co?

12 kwietnia 2026

czelendż na koniec marca

 czyli filmik marcowy po ostatecznym wyschnięciu kalejdoskopu:



Obawiam się, że nie pamiętam już, którą muzyczkę podkładałam wcześniej i dlatego może się zdarzyć, że muzyka będzie się powtarzała. 

Kilka zdjęć:















Roślinki z początku kwietnia jeszcze nie wyschły na tyle, żeby je prezentować, więc muszą jeszcze kilka dni przeleżeć w książce, żeby pokazywanki nie spleśniały. :) 

11 kwietnia 2026

na szczęście

 wygląda na to, że udało mi się zreanimować mp3 mamy. Na razie działa. Mam szczere postanowienie chowania wszelkiej elektroniki przed dzieciakami, szczególnie czytacza i aparatów słuchowych mamy.

Ogarnięcie czytacza zajęło mi całe przedpołudnie. Dopiero potem mogłam pójść na ogród. Zmarznięty, wcale nie wiosenny.
















Kwiatki gotowe na wiosnę, po pierwszej ciepłej nocy rozkwitną na dobre. Zeszłoroczna pietruszka chyba najlepiej znosi zimna, ale trochę za mała jeszcze jest.


Szczypiorek też jeszcze potrzebuje kilku dni.


Na szczęście jest jeszcze siedmiolatka.


Wylądowała na kanapkach. I była tak dobra, że aż słodka :)))


Przeczytałam w końcu kolejny tom Rodziewiczówny.



Rodziewiczówna kolejny raz próbuje uświadomić kobietom, że nie są zbawicielkami świata i że nic z tego nie wyjdzie, jeśli będą próbowały być. A wrzos posadzony na miejskim kwietniku najczęściej zdechnie. Ten morał właśnie wypływa z historii wiejskiej dziewczyny, nieszczęśliwie zakochanej w chłopaku, który zaginął bez wieści, a poślubionej panu z miasta stołecznego, który ostentacyjnie kocha inną. Streszczenie jak z kiepskiego melodramatu, wszak to babskie czytadło - ale całość czyta się wystarczająco gładko i przyjemnie. 

A poza tym marzę o trzydniowych łikendach. I jeszcze 48 lekcyjnych dni do emerytury. I bardzo mi to przeszkadza. :P Czuję się jakbym siedziała na szpilce. :P

10 kwietnia 2026

jedna trzecia kwietnia

 i po prostu załamałam się. Bo. Dzieciaki (chyba, może dorośli?)  podczas pobytu na święta rozwaliły/li mamie aparacik do odsłuchiwania audiobuków. Ewidentnie zostało nim rąbnięte o podłogę i to mocno, a może zostały także wciśnięte wszystkie guziki naraz? -  bo nagle zrobił się krzywy i nie działa. Taki aparacik - odtwarzacz mp3 ze slotem na kartę i z wbudowanym głośnikiem, do tego niedotykowy, tylko sterowany wciskanymi guzikami - kosztuje jakiś tysiąc złotych. Szukam już drugą godzinę i nic tańszego nie znalazłam. Odtwarzacze mp3 są zwykle dotykowe i na słuchawki. Mama tego nie ogarnie. 

No i trzeba będzie tysiaka wysupłać i nowy sprzęt zakupić, a mama na pewno nie pozwoli nawet zawiadomić rodziców dzieciaków, że coś się zepsuło. Ja bym się dogadała z bratem i kupilibyśmy na pół, ale mama nie pozwoli...

Myślałam, że da się dokupić jakiś mały odtwarzacz mp3 z karty z głośnikiem 1W, no ale po prostu nic takiego na rynku nie ma. I płać i płacz. A bachory - czy ktokolwiek to rozwalił - to bym za zadnie nogi na balkonie na jakąś godzinkę powiesiła głową w dół na sznurze od suszenia prania, zaczepiając na klamerkach za każdy paluszek z osobna. :P Już nawet nie za rozwalenie, tylko za udawanie, że nic się nie stało i to nie ja. O przepraszam nie śmiem marzyć. 

Tak wiem, są gorsze powody do rozpaczy niż zepsucie gadżetu za tysiąc złotych. (W tym miejscu pozdrawiam Pana, który rozwalił kilka własnych telefonów komórkowych wartych nie mniej - życząc dalszych sukcesów na polu destrukcji, nie tylko sprzętu RTV AGD, byleby niedotykającej bliźnich i świata naokoło.) No ale. Dla mnie ten tysiak to ćwierć pensji. Dla mamy prawie pół emerytury. 

No zła jestem, no.

Na pociechę taki obrazek z dekady:


Jest zimno i moje szafirki wyglądają póki co tak:


07 kwietnia 2026

odreagowując

 pewne tsunami uciekłam dziś na ogród, chociaż pogoda nie była za ciekawa.


Krokusy przekwitły zupełnie, rozwijają się przeróżne cebulice i ich kuzyni









Nieśmiało zaczyna pierwszy barwinek


Wrzośce utrzymują klimat patriotyczny :)


Fiołki znalazłam w trzech kolorach




Lubczyk w jednym :)


Pierwiosnki też bardzo nieśmiało zaczynają dopiero.




Gęsiówka się bieli



Żonkilek złoci


hiacynty pachną



forsycja już szaleje na całego


zawilce marzą o ciepełku i słoneczku


sasanka - jedyna, która przeżyła chyba? - też


Trochę kopię, trochę plewię - dziś w malinach. Wstawiłam podpórki do malin, taki patentowany sposób na poprowadzenie sznurków.


Wracałam do domu w strugach deszczu, ale rośliny do kalejdoskopu udało mi się zebrać. Od lewej: jasnota różowa  purpurowa, liście krokusów, gałązki brzozy, forsycja, mirabelka, barwinek, kwiaty klonu. 

One już się suszą, a ja jakoś do 21.00 z minutami szykowałam lekcje na jutro marząc, że nie muszę wracać do szkoły. :P Oby to już ostatnie wracanie do szkoły po Wielkanocy...