When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

31 sierpnia 2026

przepychanki z ZUSem

 trwają w najlepsze. Przerobiłam już drobny atak paniki, że iks lat temu czegoś nie dopilnowałam i teraz będę mieć z tego powodu duuuży problem (pozdrawiam w tym miejscu sławnego w moim mieście debila, który zapomniał o opłacaniu ZUSowskich składek :P - ja składki opłacałam, ale powinnam była sprawdzić trzy razy tamtą umowę i podać kogoś wtedy do sądu pracy... no ale, jak mówią neony, Pan Przewidział i chyba wszystko wyjdzie jednak na moje emerytalne. A Pan - jak Zechce - niech się Sam z tym kimś Liczy na zdrowie).

Tymczasem, jak nadmieniłam, walczę z papirami. Doniosłam dziś do ZUSu dwa kolejne, z czego jeden, którego ostatnim razem Pani Z Okienka nie chciała brać, a tym razem wzięła. I wcale nie wiem, czy to już wszystko, mam czekać na list. Bo może jednak nie. :P Jak dostanę decyzję o emeryturze, obejrzę sobie tryumfalnie dom biurokracji z 12 prac Asterixa. :P

Ale to przede mną. Za mną natomiast zamarynowanie 9 słoików śliwek. Ja nie lubię, ale warszawiacy chyba tak, przynajmniej częściowo. 

I naprawdę niemożliwie się cieszę, że jutro nie idę do roboty. Na razie, jak słusznie zauważył jeden z moich Rozmówców, mam status bezrobotnego, bo emerytury jeszcze mi nie przyznali... cooo taaam, wolę być bezrobotna niż dalej pracować w tym cyrku. 

30 sierpnia 2026

czelendż - druga połowa sierpnia

 ponieważ lecząc zapalenie górnych oddechowych siedzę w domu, nadrabiam czelendża. 

Przypominajka:


Nawłoć, wrzos, cynia, marcinki, dzielżan, kosmos, jastrzębiec, gipsówka, czosnek, bylica.

Wysuszyły się i wylądowały w słoiku


i w kalejdoskopie.


Zdjęcia:












filmik

i aktualny słoikowy pasek:


29 sierpnia 2026

czelendż - sierpień 2

 czyli roślinki z początku sierpnia po gruntownym wysuszeniu.

Widzimy tu proso, miętę, kwiat dyni, odętkę, chabry bylinowe, szczaw, różę, rudbekię bylinowa, płatki słonecznika, liść paproci, owoce ruty.


Zdjęcia:










A ja tymczasem siedzę na międzygościu, czyli jedni już wyszli, drudzy jeszcze nie przyszli. Boli mnie gardło, kaszlę i kicham, ale gości bawić trzeba. :P

28 sierpnia 2026

doceniam

 że Organizujesz mi czas wolny na progu emerytury, naprawdę. Ale dwa komplety gości jednocześnie to trochę dużo jak na mnie. Dziś cały dzień na zakupach, pieczeniu ciast (mama już skwitowała, że jedno nie wyszło), sprzątaniu. Odmówiłam biegania po mieście za lodami. Boli mnie znowu gardło. Mama złapała torbę i pieniądze i kupiła jakieś lody sama. Nie mam pojęcia jakie. Na razie nikt ich nie jadł.

W każdym razie jutro i pojutrze pod znakiem gości. A w poniedziałek walka z ZUSem. Byle tylko się we wtorek nie rozchorować... przed wtorkiem rozchorować się nie da :P. 

26 sierpnia 2026

najgorsze dziecko na świecie

 kiedyś miałam taką książkę. Opowiadała o bólach dzieciństwa jakiegoś węgierskiego dzieciaka. Z niej dowiedziałam się, co to jest domofon (serio) i że chłopcy wrzucani do ognistego pieca nazywali się kolejno Szadrak, Meszak i Abed-Nego. Chyba właśnie w wersji z k na końcu. Coś tam było jeszcze o węgierskim Robin Hoodzie czy Janosiku. Taka lekcja kulturówki.

Obawiam się tylko, że najgorsze dziecko na  świecie wcale nie mieszka na Węgrzech i cokolwiek bym nie zrobiła, tego nie zmienię. Jak się kogoś nie lubi, świadomie czy nie, wszystko można zinterpretować przeciw niemu. Ostatnio na przykład wszystko, co robię w stosunku do mamy, jest złośliwe. Bo ona tak o mnie myśli. Kropka. Tak, masz rację, jestem najgorszym dzieckiem na świecie. W ogóle chyba jestem najgorszym człowiekiem na świecie, a do tego jeszcze kobietą. Nie ma dla mnie żadnych szans. 

Jest przecież taka definicja prawdy: taki jesteś, bo ja tak o tobie myślę. Koniec dyskusji. Nawet nie ma sensu się bronić. Nie udowodnisz. 

Strasznie boli mnie łeb po ostatniej szkolnej radzie i imprezie pożegnalnej. Bynajmniej nie z przepicia. Z nadmiaru bodźców, z hałasu, z niezdrowego jedzenia. Do jutra-pojutrza może przejdzie. A jak nie, mam to w. Przecież ze mnie i tak nic nie będzie. Mogę się starać do usranej śmierci, nigdy nie wyjdzie mi nic dobrego. 

Tak wygląda jeden z moich dwóch powodów do życia. Właśnie. 



25 sierpnia 2026

14 rocznica

 mamy staż dłuższy niż większość związków znanych mi mniej więcej rówieśników, o młodszych niż ja szkoda gadać. Bezkonfliktowo nie jest. Chyba to prawda, że trwałe związki w dużej mierze opierają się na wytrzymywaniu ze sobą. Sustine Dominum, tia.

Chociażby. Siedzę ostatnio na mszy w czwartej ławce kościoła i akurat widzę, jak ksiądz odwija po kolei te ołtarzowe płócienka. I myślę: nie Chciałeś, żebym je robiła, tak? Nie podobały Ci się? Wszystko Ci jedno, czy je robię, czy nie, prawda?

Takich pytań jest dużo. O szkołę. O relacje. O ludzi. O fakty w mojej historii. I ciągle jest to samo: nie Chciałeś, nie podobało Ci się, nie było Ci miłe, tak? Albo: wszystko Ci jedno, że wyszło tak, że nie jestem Ci na nic potrzebna. Ani w Kościele, ani w życiu.

Kiedyś myślałam, że chodzi o to, żeby oddać  na służbę moje talenty. To, co umiem robić. I okazało się,  że nikt tego nie chce, że nikt w Kościele mnie nie chce, najlepiej, jakby mnie nie było, albo gdybym przynajmniej udawała, że mnie nie ma. 

Co Ty byś Chciał, co ja mam robić, żeby w końcu Ci się coś spodobało, przydało, żeby mi chociaż było wolno to robić. A nie ciągle nie i nie. Nie to, nie to, nie to - to co? Czy wystarczy Ci, że z grubsza przestrzegam dekalogu i nic więcej ode mnie nie Chcesz? I  jaki to ma mieć Twoim zdaniem sens?

Bo zaczynam myśleć, że zupełnie bez Twojej woli wp**łam Ci się w historię tam, gdzie nie powinnam się wp**ać i wszystko zepsułam. I teraz już się nie naprawi. 

I co teraz?

Byś przynajmniej ten cholerny świat skończył.


24 sierpnia 2026

ostatnia matura

 tym razem poprawkowa - i mam nadzieję, że wypełniłam wszystkie Bardzo Ważne Papiry, bo jakoś nie mam żadnych wspomnień na ten temat :P. więc mam nadzieję, że to jak z zamykaniem drzwi: na pewno zamknęłam, chociaż nie pamiętam tego zupełnie. Dla miłośników angielskiej gramatyki: to ta sytuacja, kiedy po "remember" idzie - ing zamiast zwykłego to. I can't remember closing the door. więc: I can't remember filling in the papers. 

Na balkonie zakwitła pierwsza ipomea.



Fatalny rok, sezon wegetacyjny zaczyna się kończyć, chociaż jeszcze się dobrze nie zaczął :P.

A nie-szafka zamieszkała w ogrodowym domku.



A w niej zamieszkały kubki, łyżeczki, małe talerzyki i obrusy na okrągły stół. Ale, jak nadmieniłam niżej w komentarzach, gdyby duże talerze postawić w pionie, to by się chyba zmieściły. Muszę spróbować. 

23 sierpnia 2026

w parku

 znalazłam całą masę chyba borowików ceglastoporych (czat GPT z niezwykłą troskliwością ostrzegał mnie, żeby mu nie wierzyć (sic) co do identyfikacji grzybów i pod żadnym pozorem ich nie jeść - nie wiem, może czat nie zna ludzi, których interesuje tylko nazwa grzyba z hm botanicznego? mykologicznego? punktu widzenia, a nie jego utylitarne przeznaczenie kuchenne?)


Zaczyna być jesiennie. Kolor na wrzesień hm zgniłozielony chyba. :P


Cegły w parkowym murze przeciekawie się lasują.


Poza tym w parku niezwykle dużo ludzi i niezwykle mało ptaków. Jerzyki odleciały z okazji ostatniej burzy, chyba istotnie zaczyna się jesień.

Tymczasem w domu w nieopanowanym przypływie kreatywności stworzyłam szafkę.




:) Szafka to przesada i żaden szanujący się Szafat w niej nie zamieszka. Ale robiąc porządki w ogrodowym domku stwierdziłam, że warto by schować w jakieś czyste miejsce talerze i kubki, żeby nie stały okrągły rok luzem na blacie prawdziwej szafki (załadowanej w środku różnymi brudnymi rzeczami do uprawy ogrodu). Więc wzięłam pudło z tektury falistej, drugie pudełko z cieńszej tektury, nożyczki, papier, klej, okleinę drewnopodobną i dwa kawałki magnesu - wszystko poniewierało się po domu od lat - i powstała szafka na gary. Może się zmieszczą. 

No i znowu zbliża się północ, a mi się nawet jeszcze nie chce spać. A jutro znowu pobudka o 7.00, bo matury. Może lepiej całkiem odzwyczaić się od spania, hę?

22 sierpnia 2026

dziób w dziób

 

:)

Aura u nas dynamiczna niezwykle, wprawdzie wiatr dachów nie zrywa ani deszcz piwnic nie zalał, ale wieje i sekwencja chmury-deszcz-słońce zmienia się z zawrotną szybkością kilka razy na dobę. Mimo to usiłuję plewić mój skandalicznie zarośnięty ogród. I średnio pół każdego dnia zajmują zakupy i gotowanie obiadu. Ja sama zjadłabym co bądź i kiedy bądź, ale mama tak nie zje...

A pojutrze zaczynam ostatni w życiu tydzień pracy. 

21 sierpnia 2026

imieniny kalendarzowe

 wielkie dzięki Wszystkim za życzenia Olu, list doszedł właśnie dziś, a gwiezdnik czarnodzioby :)))


dołączył do dziurawczyka świątecznego od Agai. :) :Klik:

Poza tym dostałam czterolistną koniczynkę

i tęczę też dostałam, chociaż u nas nawet nie padało - tęcza była przez chwilę, kiedy akurat nie dysponowałam żadnym obiektywem. Ale była. 

Ogrodowy domek w wersji folk

i kolekcja roślin do kalejdoskopu z drugiej połowy sierpnia:


na górze nawłoć, w środku od lewej: wrzos, cynia, marcinki, dzielżan, znowu wrzos, kosmos, jastrzębiec kosmaczek, gipsówka, czosnek. Na dole jakaś bylica. Już się suszą. 

20 sierpnia 2026

w ogrodzie

 już kwitną wrzosy.


Kwitnie sierpniowy ozdobny czosnek, który miał być jadalny, ale mi nie smakuje, więc rośnie dla ozdoby




banda młodych bogatek obżera mi słoneczniki



i to są jak dotąd najbardziej surrealistyczne zdjęcia słoneczników, jakie zrobiłam. Jeszcze ogród po całości


i taki detal bioróżnorodnościowy: gąsienica jakiejś ćmy, nawet sprawdzałam jakiej, ale chwilowo nie pamiętam. Coś z sówkowatych chyba.


i w ogóle fajny mam ten ogród no. 

18 sierpnia 2026

czelendż - pierwsza połowa sierpnia

 Przypominam:

mamy tu proso, miętę, kwiat dyni, odętkę, chabry bylinowe, szczaw, różę, rudbekię bylinowa, płatki słonecznika, liść paproci, owoce ruty - i znowu proso.


Ususzone.




Zdjęte:













sfilmowane:

i aktualny pasek: