When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biblia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biblia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 października 2026

koniec

 Tadaaam!



Dla przypomnienia:




I jeszcze raz komplecik:


Jedna paczka mniej w stosie paczek i pakuneczków, z którymi "na pewno zrobię porządek na emeryturze". W przygotowaniu kolejne dwie malowanki po numerach. 

A w ogóle to dziś mam 54 urodziny. Brat napisał, mama zapomniała. Przecież dziecko, którego nie ma, nie ma urodzin. Jeśli sobie przypomni, pójdę i kupię sobie porządny sekator i może ze trzy kaktusiki do kompozycji w szkle. Jeśli się nie złamię i nie zmienię zdania. Co do kaktusików, bo to fanaberia. Mama wczoraj miała lepszy dzień, dziś znowu jest kiepsko, no. 

I może uda się dziś sfinalizować sprawę dzierżawy ogrodu na nie wiem ile kolejnych sezonów. Ale co mi tam, kto wie, ile mi jeszcze. Podobno ileś tam wróbli sprzedają za pół grosza, tak? 

Zawsze mnie zastanawiało, jak to jest z tymi wróblami, które spadły na ziemię i na ziemi leżą. Od szczeniaka znajdowałam takie zdechłe wróble. Teraz mniej, bo i wróbli w mieście niewiele. No ale. Wychodzi na to, że te, co spadły, spadły z woli Bożej, tak? 

Nie jestem w stanie uwierzyć w takiego boga, z którego woli dzieje się zło. 


edytowane wieczorem:

Mama o moich urodzinach przypomniała sobie po południu, więc po niedzieli idziemy kupować sekator. :) Dzierżawa ogrodu prawie sfinalizowana. Jeśli niebo nie spadnie nam na głowy, w niedzielę jadę do Lbl. 

niedziela, 4 października 2026

o owocach

 W kontekście dzisiejszych czytań o wrednych robotnikach w winnicy, od których Pan oczekiwał owoców, a oni uznali winnicę za swoją własność i z owocami wyszło jak wyszło. I Pan się nie Patyczkował, tylko Rozjechał towarzystwo równo, a znalazł Sobie inne. 

Brzmi znajomo? No. To po pierwsze, Izrael wcale nie wydawał gorszych owoców niż którykolwiek współczesny Kościół. Wielu było świętych Żydów, a nawet i parę świętych Żydówek, w historii zbawienia. Było kilku całkiem przyzwoitych proroków. Rodzice Maryi. Jan Chrzciciel. Jego mamusia. Święty Józef. Apostołowie, z Piotrem na czele. I atut nie do przebicia: owocem Izraela jest Mesjasz. I przy okazji Jego Mama. Kto da więcej?

Kościół ze swoimi wszystkimi świętymi w rozrachunku procentowym (ilość świętych chrześcijan podzielić na ilość wszystkich ochrzczonych na świecie jest mniejsza niż ilość świętych Żydów podzielić przez ilość wszystkich Żydów, naród niby dzieciaty, ale nie za liczny) i w rozrachunku jakościowym, wobec braku zrodzenia Mesjasza, może się schować. Wobec różnych takich niekoniecznie owocowych zjawisk w Kościele ja bym się wcale nie zdziwiła, gdyby Bóg Powiedział: dobra, dzieciaki, pobawili się? To gdzie te moje winogrona? Nie ma? A tyle goryczy w Kościele to skąd? No to wypad.

No i będzie się działo, co Zapowiedział, a co może już i trochę niektórzy zaczynają widzieć. 

Nie wiem, co Bóg Wymyśli jako następstwo dzisiejszego Kościoła, ale nie muszę wiedzieć. OK, Zapowiedział, że bramy piekielne go nie przemogą. Ale nic nie Mówił o ludzkich wyborach. Poza tym Kościół, jaki znamy teraz, wcale nie musi być ostateczną formą istnienia Kościoła i sądząc z Apokalipsy wcale nie jest, będzie coś zupełnie innego. (Poza tym uważam, że każda, nawet najlepiej wybrana śmietanka z czasem spleśnieje - i nie wiem, czy nawet w Niebie uda się Mu zachować stan idealny... na długo - no ale to Jego problem, nie mój. Może istotnie Ma lepsze lodówki.)

Także ten. Jeśli nawet aniołom nie Przepuścił, na co my liczymy? 

Ja na przykład, jak patrzę na całą swoją historię, myślę, że nic w moim życiorysie Bogu się nie podobało, jakkolwiek się starałam i jakiekolwiek miałam mniemania. Tak mi wynika z tej historii. Cokolwiek chciałam Mu najszczerzej dać - poszło w piach. A goryczy zostało od cholery. Rozpirzyć to wszystko raz i może kto inny będzie Mu się podobał bardziej. Jeśli o mnie chodzi. 

Z rzeczy niebiblijnych.





To wyżej to moja ogrodowa kolekcja sikor, świętemu Franciszkowi by się podobała. W bonusie zięba, mazurek i dzięcioł.




Stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. I jeszcze trochę se poczeka. 

środa, 30 września 2026

jeszcze ciut więcej

 teraz chyba już widać panią, prawda?


Ku mojej radości skończył się wrzesień i zmasowany atak mamy na wszelkich lekarzy. :P Jeszcze tylko mam zarejestrować ją na uwaga marzec i do tej pory nie było takiej możliwości, podobno "od października", więc jutro idę do przychodni z samego rana, żeby nie okazało się pojutrze, że zapisy to już były i nie ma już miejsc. A potem zaczynamy akcję cmentarze. Potrwa gdzieś do 7 listopada.

Mój jesienny ogród pozdrawia:






Różowe też mam :)


Jak wzięłam aparat, żurawi oczywiście nie było. Była sikorka uboga czy czarnogłówka, kto ją tam wie









a na wieży ciśnień niezmiennie siedzi pustułek Sebastian.




Zdjęcia chyba ciut lepsze niż do tej pory, bo jakby widniej dziś było. 

Na ogród nie miałam wiele czasu, bo rano jeszcze latałam z mamą do podologa, robiłam zakupy, gotowałam obiad i takie tam. A, pranie jeszcze. Mama - oprócz tego, że źle funkcjonuje w warunkach stresowych i że działa coraz wolniej - zaczyna się gubić w zegarze. Ciężko się z nią umawiać na godzinę, na przykład. I cały plan dnia zwykle koło 12.00 zaczyna się walić, bo "przecież dopiero 11.00" albo "no jak, to 12.00 dopiero? Myślałam, że 13.00."

ZUS konsekwentnie się do mnie nie odzywa i żadnych pieniędzy we wrześniu nie przelał. Zapisywałam skrupulatnie wszystkie swoje wrześniowe wydatki i - nie głodując - wydałam 1375 zł, w tym 733 na rachunki. Dzienna średnia kroków: 13 944. Schudnąć się nie udało. Nie wiem, może powinnam robić dziennie 130 tysięcy kroków i jeść za 10 złotych, to może bym i schudła, ale wcale nie na pewno. 

Muszę sobie kupić nową jesienno-wiosenną sportową kurtkę z softszelu może, bo stara przestała być reprezentacyjna i jeszcze pół roku, a ktokolwiek będzie chciał się ze mną pokazać na mieście, to będzie się zastanawiał, czy wypada. :P 

Dobra, odchodząc od spraw finansowo-budżetowych. Na koniec tego przydługiego wpisu mam refleksję z dzisiejszych czytań mszalnych, konkretnie z księgi Hioba z 9 rozdziału. Jakoś zawsze mi przelatywało między szeroko rozstawionymi sztachetami świadomości :P, trzepnęło dopiero dziś. Jak wchodzisz w spór z Bogiem, to Odpowie ci może jeden raz na tysiąc. Albo i nie. I to jest w Biblii.

niedziela, 27 września 2026

chyba o obłudzie

 to było w dzisiejszej ewangelii bardziej niż o możliwości nawrócenia do ostatniego momentu. O obłudzie tych, co się modlą, a tkwią w grzechach. Albo w jednym grzechu. A w zamian za to odmówią kilka zdrowasiek więcej albo odmodlą dodatkowo pół godzinki adoracji i się wyrówna. Idę, Panie. Lecz nie poszedł. Podziamał, pobożnie się pomodlił, a życie jak było do d, tak jest. A krzywdy wyrządzonej, czy to ojcu, czy innym ludziom, zdrowaśką nie wyrównasz. 

Wydaje mi się, że Jezus bardzo nie Lubił obłudy i ten grzech był Mu bardziej bolesny niż wiele innych. Wydaje mi się. Bo o Bogu lepiej nie mówić nic na pewno, bo w sumie to kto Go tam wie.

Tymczasem pani na jesiennym obrazku wcale nie wisi na drzewie. Jakby co.


Może to powinien być obrazek z dedykacją dla tych, co przerabiają piosenki o wisielcach na nabożne pieśni eucharystyczne. Zniesmacza mnie to, no. Znaj proporcją, mocium panie. 

Idę na spacer. Niedzielny.

czwartek, 24 września 2026

kolejna profanacja

 sztuki, czyli maluję znowu po numerach.


A w realu jest zimno i szaro niemal tak, jak na obrazku. Może jak będę kończyć, to będzie też tak rudo. Obrazek na rysunku niewyglądny, ale jak go maluję, to zaczyna mi się podobać. Więc kip tjund. 

Poza tym wczoraj (siódma wizyta lekarska w tym miesiącu w trzeciej przychodni w mieście) pomyliłam mamie przychodnie :P, mam już naprawdę dość i zareagowałam stanowczo, kiedy mama zaproponowała wizytę u kolejnego specjalisty. :P Nie wiem, skąd można mieć taką wolę życia i takie pragnienie życia bez cierpienia, i taką wiarę, że lekarze potrafią to zapewnić. :P Nie  mam ani jednego z tych trzech. 

Pani Ha po udarze czuje się trochę lepiej, dalej zobaczymy. Sprawa dzierżawy ogrodu stoi w miejscu i będzie stać przez parę najbliższych tygodni. ZUS milczy i ciekawa jestem, czy najpierw przeleje, a potem napisze, czy jednak odwrotnie. :P Bo gdyby coś było nie tak, już by chyba napisali od 1 września. 

Alertami o wojnie nie przejmuje się już chyba nikt. Przychodzi przynajmniej 2 dziennie i nikt nawet głowy nie podnosi. Jak pieprznie, to trudno, byle raz a dobrze (i we właściwy budynek, hehe). Okropna jestem, wiem.

W domu jeszcze nie grzeją. Na dworze jest plus 13, w domu ze 22. Niby wystarczy. Trzeba zacząć ogarniać ciuchy na zimę, mam trochę łatania i naprawiania. Kto dziś jeszcze łata ubrania w ogóle?

No i tak się powoli toczy życie bez pracy, mniej więcej tak samo jak z pracą, tylko, że. Po pierwsze, ciągle czekam na decyzję ZUS i pewien dreszczyk niepokoju, którego nie czuje się, pracując - jakkolwiek irracjonalny, no jest. Po drugie, wielkim błogosławieństwem jest dla mnie możliwość spania codziennie do 8.00. Moje ciało chyba zaczyna odpoczywać. Nawet syfów na pysku jakby mniej. Po trzecie, porządniej niż do tej pory odmawiam brewiarz. Może to wynikać między innymi z mniejszego zaspania. Po czwarte, mam nieco większy porządek w ogrodzie niż zwykle o tej porze roku. Po piąte, zaczęłam porządkować to, co robię, myślę i... wydaję :P w formie codziennego czegoś pomiędzy dziennikiem dear diary, kalendarzem mindfulness journal i rachunkiem sumienia :P. Dzięki temu nie mam pięciu kartek z listą zakupów na lodówce i ośmiu kartek z listami rzeczy do zrobienia na biurku, tylko jeden porządny zeszyt. 

Z negatywów. Mam za dużo czasu na oglądanie na YT filmików o szerszeniach i podobnych głupotach i to zdecydowanie powinnam ograniczyć. Ale cóż. Po prostu szerszenie mnie w jakiś sposób fascynują. Ciekawe, że w Biblii szerszenie występują po stronie Boga, a w każdym razie jako wojsko ludu wybranego. 

WJ 23,28 Ja zaś poślę przed tobą szerszenie, które wypędzą Chiwwitę, Kananejczyka i Chetytę sprzed ciebie.

Pwt7,19 Pamiętaj o próbach ogromnych, które widziały twoje oczy, o znakach i cudach, o mocnej ręce i wyciągniętym ramieniu, którym wyprowadził cię Pan, Bóg twój. Tak samo uczyni Pan, Bóg twój, wszystkim narodom, których ty się lękasz. 20 Nadto jeszcze Pan, Bóg twój, będzie zsyłał na nich szerszenie, aż reszta, która się przed wami ukryje, wyginie. 21 Nie drżyj więc przed nimi, bo Pan, Bóg twój, jest pośród ciebie, Bóg wielki i groźny.

Joz24,12 Wysłałem przed wami szerszenie, które wypędziły przed obliczem waszym dwu królów amoryckich. Nie dokonało się to ani waszym mieczem, ani łukiem.

Mdr 12,8 Ale i ich (lud Kanaanu) jako ludzi oszczędzałeś! Zesłałeś na nich szerszenie wyprzedzające Twe wojsko, by ich niszczyły stopniowo. 9 Mogłeś wydać bezbożnych sprawiedliwym w bitwie lub naraz wygubić przez bestie okrutne czy też wyrokiem bezlitosnym. 

Czyli wychodzi na to, że szerszenie są owieczkami Bożymi... coś jak święty Michał Archanioł, tia. :P 

wtorek, 22 września 2026

myślę

 że lepiej nie być przyjacielem Hioba nawet przed samym sobą. Czyli nie tłumaczyć sobie Boga. Wiecie, że On na pewno Wie lepiej, że Wyprowadzi z tego dobro, że to, co się dzieje, jakkolwiek fffkurzające, na pewno ma swoje dobre strony i takie tam. Albo że jest karą za twoje grzechy więc lepiej zamknij mordę i zmilcz. No nie. Bo to są dokładnie teksty przyjaciół Hioba. A oni nie mówili prawdy o Bogu. Prawdę mówił Hiob. Czyli to we mnie, co twierdzi, że nie wiem, czemu On tak i tak Robi, czemu Działa przeciwko mnie i dlaczego Odpłaca mi cierpieniem za moją wierność. To jest prawda. Nie usprawiedliwianie Boga, tylko oskarżanie Go. I to nie jest herezja, tylko Biblia. W niedzielę, słuchając ewangelii o robotnikach w winnicy, którzy dostali po denarze na głowę odpowiednio za 12 godzin, 9 godzin, 6 godzin, 3 godziny i 1 godzinę pracy, każdy tyle samo, myślałam, że Jezus opowiadając tą historyjkę świetnie Wiedział, że my uważamy, że Bóg wcale, ale to wcale nie jest sprawiedliwy. I lepiej to przyznać (jak Hiob) niż udawać, że jest się pobożnym chrześcijaninem i słodkopierdzieć o dobroci Boga (jak przyjaciele Hioba). Tak mi przynajmniej wynika z Biblii. 

Poza tym pcham do przodu sprawy mamy (głównie lekarskie) i sprawy dzierżawy mojego ogrodu - i myślę, że jestem totalnie pogięta, że chcę w niego władować tyle kasy teraz. Dziecko-którego-nie-ma nie ma prawa mieć ogrodu. W ogóle nie powinno nic mieć, nie zajmować miejsca w przestrzeni i w zasadzie nieprawnie oddycha.

Nie wiem, czy Ty o mnie też tak myślisz. Jak patrzę na moją historię, to raczej tak. 

Poza tym jest zimno i wcale nie pada, ale na dwór się nie da wyjść. Z któregoś z ostatnich wypadów do miasta przyniosłam taką kolekcję chwastów:


Na górze jakiś rdest, na dole cykoria, rdestówka, lnica, szarłat, kwiat bluszczu, szyszka chmielu, kawałek kwiatostanu różowej tawuły i pierwszy żółty liść jesionu. Wszystko, co zdołałam zebrać po drodze z domu do najbliższego supermarketu :P. Już się suszy.

Strasznie jestem zmęczona i w ogóle mi się to wszystko nie podoba. 

niedziela, 6 września 2026

poza Słowem

 i myślę dziś, że Mógłbyś od razu powiedzieć, że "dwaj albo trzej" kobiet nie obejmuje, zasada upomnienia (i towarzyszenia, o którym tak dużo było w liście biskupów) też... bo inaczej nie potrafię wytłumaczyć tego wszystkiego. Chyba że baby się nie liczą. To wtedy Masz rację. 

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

z wczorajszego spaceru

 bo jednak mam potrzebę publikowania wpisów chronologicznie. A u mnie jak nic się nie dzieje godnego wzmianki na blogu, to przez kilka dni. A potem jak mam dwa dni wolnego, to nagle pojawia się materiał na kilkanaście wpisów. :))) Może dlatego mam kilka blogów, ale nawet one nie mają tyle buforu, żeby to jednocześnie przyjąć.

Dlatego kolejne wypełnione kwestionariusze złotych myśli czekają na publikację do kolejnych dni :) - przy  okazji: nie macie pojęcia, jak inspirujące i poszerzające horyzonty jest czytanie Waszych odpowiedzi. Niesamowite doświadczenie. Dlatego nieustająco zapraszam do wypełniania złotych myśli :klik:.


Tymczasem. 

Wczoraj w brewiarzu było takie niebezpieczne czytanie z Grzegorza Wielkiego świętego:

"zaiste, niemądry to wędrowiec, który pociągnięty urokiem ukwieconych łąk zapomina, dokąd miał zamiar skierować swe kroki".

Hehe. Z rozkoszą skierowałam wczoraj kroki ku ukwieconym łąkom. Taka babska przekora. No ale sami popatrzcie:

Jak nie wejść w łąkę kwitnącej szydlicy



starca i wilczomlecza







kukuflałera eeee jak on się nazywa po polsku? gęsiówka? Gęgęflałer? :)))




Gwiazdnicy?




śniedka - asfodela?


Pan jest moim Pasterzem, o Wielki Grzegorzu, i Prowadzi mnie na łąki, gdzie mogę odpocząć. Chociażbym przechodził przez ciemny tunel


na końcu będą rosły kwiatki.



I paprocie.

Amen.


A tu mały bonusik dla miłośników tradycji i magnolii.