i pogodowo...
Tak było za murem
W tym roku nie będzie zdjęć oświetlonych cmentarzy, bo świętowanie sprowadziło mi się do roli niańkowania mamie. Od wczoraj był cyrk za cyrkiem, wieczorem byłam bliska płaczu. Wszystko było źle, wianki na grobach za płaskie, obiad bez mięsa i za krótki, a w kalendarzu za dużo spraw na listopad i za szybko je przeczytałam, i w ogóle to wymasowałam ją tak, że teraz do rana ją będzie bolało, i milion innych takich, których już nawet nie pamiętam. Dziś od rana na nowo: że źle zamroziłam mięso, bo kotlety się posklejały i będą się rozmrażać do wieczora. Ale czekaj - protestuję - nie wiem, co tam wygrzebałaś z zamrażarki. Kotlety były pakowane pojedynczo, każdy w osobnym woreczku, z napisem: GRUBE, takie porządne, na świąteczny obiad. Nie, źle zapakowałam, moja wina i w ogóle. Oglądam tą wielką, już na wpół rozmarzniętą bryłę mięsa i okazuje się, że to były okrawki z kotletów zebrane razem i zamrożone z napisem "siekane", żeby przy chwili zrobić z tego takie kombinowane, gorsze kotlety. Przy chwili, nie we Wszystkich Świętych. Nie, nie, nie, mówi mama, to były grube kotlety, tylko ty je źle zamroziłaś, ja ci to pokażę. Wyciąga kosz i w śmieciach odszukuje karteczkę, i tryumfalnie podsuwa mi pod nos. Na karteczce wielkimi, drukowanymi literami napisane co? No, przeczytaj - proszę. SIEKANE. Mamie spada szczęka i nagle robi się cicho. No tak - przyznaje - bo ja tylko ostatnią literę przeczytałam.
Kurtyna.
Efekt był taki, że do końca dnia miałam już z mamą św. Spokój, najświętszy ze Wszystkich Świętych Pańskich na całej ziemi. Za to popołudnie spędziłam na smażeniu siekanych kotletów.
No ale jak ja mam choćby myśleć w takich realiach życia o byciu świętą? Bo na kazaniu było o świętych współczesnych czasów, czyli o JP2, Wyszyńskim, Popiełuszce i dwóch wielkich mistyczkach, które spędziły życie leżąc w łóżku i żywiąc się tylko Eucharystią. Tak, myślę, że wszystkie wymienione 5 osób są idealnymi wzorami drogi świętości dla każdego słuchacza dzisiejszego kazania...
Chciałabym kiedyś usłyszeć, że można być świętym a nawet świętą, mając na głowie całe gospodarstwo domowe, wiecznie niezadowoloną mamę, ważąc 100 kilo, nosząc na mordzie całą kolekcję syfów i systematycznie żałując, że się w ogóle urodziło. No ale chyba nie można. Trzeba być papieżem, kardynałem, męczennikiem albo mistyczką. BTW. Flaga Wojowników Maryi ukazująca ideał kobiety jako wiotkosłodką, wychudzoną istotę z buzią jak pupcia niemowlaka powinna być zakazana. Potem szuka taki jeden z drugim ideału i się dziwi.
I chyba rzeczywiście w tym towarzystwie najbardziej realnym świętym naszych czasów jest św. Spokój...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.