teraz chyba już widać panią, prawda?
Ku mojej radości skończył się wrzesień i zmasowany atak mamy na wszelkich lekarzy. :P Jeszcze tylko mam zarejestrować ją na uwaga marzec i do tej pory nie było takiej możliwości, podobno "od października", więc jutro idę do przychodni z samego rana, żeby nie okazało się pojutrze, że zapisy to już były i nie ma już miejsc. A potem zaczynamy akcję cmentarze. Potrwa gdzieś do 7 listopada.
Mój jesienny ogród pozdrawia:
Różowe też mam :)
Jak wzięłam aparat, żurawi oczywiście nie było. Była sikorka uboga czy czarnogłówka, kto ją tam wie
a na wieży ciśnień niezmiennie siedzi pustułek Sebastian.
Na ogród nie miałam wiele czasu, bo rano jeszcze latałam z mamą do podologa, robiłam zakupy, gotowałam obiad i takie tam. A, pranie jeszcze. Mama - oprócz tego, że źle funkcjonuje w warunkach stresowych i że działa coraz wolniej - zaczyna się gubić w zegarze. Ciężko się z nią umawiać na godzinę, na przykład. I cały plan dnia zwykle koło 12.00 zaczyna się walić, bo "przecież dopiero 11.00" albo "no jak, to 12.00 dopiero? Myślałam, że 13.00."
ZUS konsekwentnie się do mnie nie odzywa i żadnych pieniędzy we wrześniu nie przelał. Zapisywałam skrupulatnie wszystkie swoje wrześniowe wydatki i - nie głodując - wydałam 1375 zł, w tym 733 na rachunki. Dzienna średnia kroków: 13 944. Schudnąć się nie udało. Nie wiem, może powinnam robić dziennie 130 tysięcy kroków i jeść za 10 złotych, to może bym i schudła, ale wcale nie na pewno.
ZUS konsekwentnie się do mnie nie odzywa i żadnych pieniędzy we wrześniu nie przelał. Zapisywałam skrupulatnie wszystkie swoje wrześniowe wydatki i - nie głodując - wydałam 1375 zł, w tym 733 na rachunki. Dzienna średnia kroków: 13 944. Schudnąć się nie udało. Nie wiem, może powinnam robić dziennie 130 tysięcy kroków i jeść za 10 złotych, to może bym i schudła, ale wcale nie na pewno.
Muszę sobie kupić nową jesienno-wiosenną sportową kurtkę z softszelu może, bo stara przestała być reprezentacyjna i jeszcze pół roku, a ktokolwiek będzie chciał się ze mną pokazać na mieście, to będzie się zastanawiał, czy wypada. :P
Dobra, odchodząc od spraw finansowo-budżetowych. Na koniec tego przydługiego wpisu mam refleksję z dzisiejszych czytań mszalnych, konkretnie z księgi Hioba z 9 rozdziału. Jakoś zawsze mi przelatywało między szeroko rozstawionymi sztachetami świadomości :P, trzepnęło dopiero dziś. Jak wchodzisz w spór z Bogiem, to Odpowie ci może jeden raz na tysiąc. Albo i nie. I to jest w Biblii.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.