When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

29 września 2026

czelendż - druga połowa września

 przypominam:



Na górze jakiś rdest, na dole cykoria, rdestówka, lnica, szarłat, kwiat bluszczu, szyszka chmielu, kawałek kwiatostanu różowej tawuły i pierwszy żółty liść jesionu. Wszystko, co zdołałam zebrać po drodze z domu do najbliższego supermarketu :P.

Wtedy były te strrrasznie zimne dni i chodziłam tyle co do sklepu i na śmietnik. 

Zdjęcia:

Słoik:


kalejdoskop:


aktualny pasek:


kilka kadrów z kallejdoskopu:










i filmik:


Poza tym najszczerzej zazdroszczę mieszkańcom województw nieprzygranicznych. Zazdroszczę braku idiotycznych alarmów po kilka razy dziennie i nocnie. Tym bardziej, że z alarmów totalnie nic nie wynika, bo zakładając, że istotnie cokolwiek by nam zagrażało - nie ma gdzie uciekać. A tryumfalne komunikaty, że zamierzają nam kupić więcej syren alarmowych, przyprawiają mnie o gęsią skórkę. Na co nam syreny, udostępnijcie nam odpowiednią liczbę schronów. Tak wiem, syreny są tańsze :P. W  razie czego można użyć kota, któremu ktoś będzie nadeptywał na ogon i to się puści przez mikrofon. :P Patent taki.

No zła jestem, bo ostatnio nocy przespać się spokojnie nie da, bo a to alarm, a to odwołanie alarmu. Nie wiem, jaki to ma sens. Na razie wkurza ludzi totalnie. No bo budź się w nocy kilka razy i potem idź do pracy, i się skup. Zwłaszcza że podczas pracy też ci spokoju nie dadzą, tylko będą cię katować alertami. Nie wiem. Może mają w planach totalne wyniszczenie populacji na wschód od Wisły i zaczynają od rozstrojenia psychicznego z nadzieją, że polskie cholerstwo samo wyzdycha ze stresu i chorób towarzyszących, a wtedy będzie można ruskich wpuścić aż do Wisły i nikt nie będzie protestował? Bo innego sensu naprawdę nie widzę.

Do tego ostatniej nocy mama przypadkowo wyciągnęła z kontaktu wtyczkę do przedłużacza, do którego miała podłączone wszystko w pokoju i nagle w nocy przestało jej grać radio, świecić lampka i grzać poduszka elektryczna. I panika w pełni, że to na pewno wojna. Na domiar nieszczęścia akurat rozładowały się wszystkie naraz lampki reagujące na ruch, było totalnie ciemno. A na korytarzu akurat ktoś się tłukł. I do histerii zostało pół kroku.

Dużo trzeba? 

Na pociechę kolejna odsłona jesiennego obrazka:


I kiepskie zdjęcia (robione telefonem) przelotu żurawi nad moim miastem.




No.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.