dojazd tam i z powrotem trwał dwa razy dłużej.
W zniczu zamieszkała bioróżnorodność, ale chyba już zdechła. :P
Błyskawicznie ogarnęłam porządek, żeby zdążyć na odjeżdżający z powrotem (ten sam) autobus. Czasami mam wrażenie, że na tym cmentarzu jest wszystko, co kocham. Albo większość.
Idąc obok parafii na przystanek odmawiałam w biegu modlitwy za zmarłych. Wysłuchaj mnie, Panie Jezu z nie mojego kościoła. Amen.
I że tą drogą nie pójdę. Nigdy. Nie mam dokąd.
Mamy do lekarza nie zarejestrowałam, bo padł w przychodni system informatyczny, ma się odzyskać w poniedziałek. Ludzie w autobusie byli niezwykle niezadowoleni z tego powodu. Już widzę tą poniedziałkową kolejkę.
I na koniec niewielkie, ale postępy w malowaniu numerycznym, nie mylić z cyfrowym:







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.