że nie powiem: kara Boża. Nie powiem, ale tak myślę. I pytam, co ja Ci złego zrobiłam.
Pierdoła. Nadmieniałam już, że w czwartek chciałam zarejestrować mamę do lekarza na koniec marca. Ale padł system i kazali przyjść w poniedziałek. Czyli dziś. No to przychodzę. Przychodnia czynna od 8.00, ja stawiam się pod przychodnią 8.01. Pod. Przychodnią.
A jakże, otwarte, a kolejka na sąsiednią ulicę. Staję grzecznie na końcu. Przede mną chłopak ze złamanym palcem z wypisem z SORu w dłoni. Pan z ortezą. I kilka tuzinów ludzi raczej w starszym niż młodszym wieku. Towarzystwo zebrane z trzech dni: czwartku, piątku i dziś.
Kolejka powoli się przesuwa, a mnie, na moje nieszczęście, poraża myśl. Że rejestruję mamę. Mam jej dowód i orzeczenie o pierwszej inwalidzkiej, ale nie mam upoważnienia, że mogę działać w jej imieniu. Więc w rejestracji mogą mnie odesłać i będę iść po mamę, i stać z nią od nowa w tej koleeeeeejce.
No to dzwonię. Mama, kolejka na dworze, jak możesz, to przyjdź.
Zanim przyszła, byłam już w zasięgu wzroku okienka. Usiądź na krzesełku, mówię, na 15 minut, zaraz będzie nasza kolej. Nie. Dopiero weszła, zobaczyła ("co taka duża kolejka, JA mam 87 lat, JA nie będę stała, JA chcę rozmawiać z kierownikiem tego interesu"), wepchała się przed tych kilkanaście osób, podchodzi do okienka. Pani ją spławiła. Usiadła na krzesełku. Na minut dwie. Wepchała się do drugiego okienka i wyjeżdża z pretensjami, zupełnie nie słysząc, co jej kobita z rejestracji odpowiada. Skończyło się tak, że czerwona ze wstydu i przepraszając całą kolejkę musiałam do niej podejść i zarejestrowałam ją jak stała. Mama, oczywiście, zupełnie nie przyjmuje do wiadomości, że zrobiła coś złego. I jakby ktoś tak się wepchał przed nią, to wyrażałaby głośno najświętsze oburzenie. Nie, z nią wszystko jest w porządku. A ja jestem ta niedobra, bo nie chcę na rekolekcje iść.
Ona poleci i bez problemu pójdzie do komunii. Bo JĄ krzywdzą, wszyscy, cały świat. I ONA ma rację. ONA się może wcinać bez kolejki, lekceważąc wszystkich ludzi. A ja jestem niedobra, bo nie chcę do kościółka iść. A nie chcę, bo chcę pojechać dziś na cmentarz i korzystając z ostatniej pogody oporządzić rodzinne groby, których nikt nie tknął od jakichś lat dwu. Kiedy to oporządzałam je ostatnio ja. Mama nie chce, żebym jechała, bo to groby rodziny taty.
A rekolekcje, btw, są trzydniówką przed parafialnym odpustem na Różańcowej. Taki nowy wynalazek. Trzy msze z nauką dziennie, bez dnia spowiedzi nawet. Wczoraj nauka była taka, że ludzie są niedobre, bo zagrabili se winnicę Pańską Kościoła i sami chcą rządzić w Kościele. I że powinniśmy się codziennie modlić za misje. OK, może powinniśmy.
Tak wiem. Obawiam się, że byłam dla niej karą Bożą, jak się urodziłam, ale nic na to nie poradzę. Nie miałam na to żadnego wpływu, naprawdę. Czy teraz naprawdę muszę pokutować za to, że byłam dla niej karą Bożą w wieku kilku miesięcy? Co ja Ci złego zrobiłam, że najpierw Robisz ze mnie Swoją karę, a teraz w odwecie mnie Karzesz moją mamą?
Mam naprawdę dość.
Po południu:
ciąg dalszy nastąpi.

Bardzo Ci współczuję. Ciężkie życie z taką mamą.
OdpowiedzUsuńOglądanie atakujących szerszeni to przy tym relaks. :P
UsuńCiekawe z tą rejestracją, u nas wystarczy do specjalisty nr PESEL i nr skierowania, jeśli do danego specjalisty trzeba mieć skierowanie. Wiele razy tak rejestrowałam mamę, tatę, siostrę. Upoważnienie jedynie było potrzebne do odbioru wyników badań czy dokumentacji medycznej. Do rejestracji nie. Anna
OdpowiedzUsuńGeneralnie u nas też wystarczy, ale jak ktoś w rejestracji uzna za stosowne się czepić, to się czepi. Tym bardziej, że skierowania nie miałam, bo to kolejna wizyta u tego lekarza.
Usuń