When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

25 sierpnia 2026

14 rocznica

 mamy staż dłuższy niż większość związków znanych mi mniej więcej rówieśników, o młodszych niż ja szkoda gadać. Bezkonfliktowo nie jest. Chyba to prawda, że trwałe związki w dużej mierze opierają się na wytrzymywaniu ze sobą. Sustine Dominum, tia.

Chociażby. Siedzę ostatnio na mszy w czwartej ławce kościoła i akurat widzę, jak ksiądz odwija po kolei te ołtarzowe płócienka. I myślę: nie Chciałeś, żebym je robiła, tak? Nie podobały Ci się? Wszystko Ci jedno, czy je robię, czy nie, prawda?

Takich pytań jest dużo. O szkołę. O relacje. O ludzi. O fakty w mojej historii. I ciągle jest to samo: nie Chciałeś, nie podobało Ci się, nie było Ci miłe, tak? Albo: wszystko Ci jedno, że wyszło tak, że nie jestem Ci na nic potrzebna. Ani w Kościele, ani w życiu.

Kiedyś myślałam, że chodzi o to, żeby oddać  na służbę moje talenty. To, co umiem robić. I okazało się,  że nikt tego nie chce, że nikt w Kościele mnie nie chce, najlepiej, jakby mnie nie było, albo gdybym przynajmniej udawała, że mnie nie ma. 

Co Ty byś Chciał, co ja mam robić, żeby w końcu Ci się coś spodobało, przydało, żeby mi chociaż było wolno to robić. A nie ciągle nie i nie. Nie to, nie to, nie to - to co? Czy wystarczy Ci, że z grubsza przestrzegam dekalogu i nic więcej ode mnie nie Chcesz? I  jaki to ma mieć Twoim zdaniem sens?

Bo zaczynam myśleć, że zupełnie bez Twojej woli wp**łam Ci się w historię tam, gdzie nie powinnam się wp**ać i wszystko zepsułam. I teraz już się nie naprawi. 

I co teraz?

Byś przynajmniej ten cholerny świat skończył.


2 komentarze:

  1. Mimo wszystko gratuluję rocznicy 🌷🌷🌷

    OdpowiedzUsuń
  2. podsumowałabym to taką radą praktyczną: nigdy nie zakochuj się w Bogu, bo On to wykorzysta tak, że ci w pięty pójdzie. /eufemizm

    OdpowiedzUsuń

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.