When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

23 sierpnia 2026

w parku

 znalazłam całą masę chyba borowików ceglastoporych (czat GPT z niezwykłą troskliwością ostrzegał mnie, żeby mu nie wierzyć (sic) co do identyfikacji grzybów i pod żadnym pozorem ich nie jeść - nie wiem, może czat nie zna ludzi, których interesuje tylko nazwa grzyba z hm botanicznego? mykologicznego? punktu widzenia, a nie jego utylitarne przeznaczenie kuchenne?)


Zaczyna być jesiennie. Kolor na wrzesień hm zgniłozielony chyba. :P


Cegły w parkowym murze przeciekawie się lasują.


Poza tym w parku niezwykle dużo ludzi i niezwykle mało ptaków. Jerzyki odleciały z okazji ostatniej burzy, chyba istotnie zaczyna się jesień.

Tymczasem w domu w nieopanowanym przypływie kreatywności stworzyłam szafkę.




:) Szafka to przesada i żaden szanujący się Szafat w niej nie zamieszka. Ale robiąc porządki w ogrodowym domku stwierdziłam, że warto by schować w jakieś czyste miejsce talerze i kubki, żeby nie stały okrągły rok luzem na blacie prawdziwej szafki (załadowanej w środku różnymi brudnymi rzeczami do uprawy ogrodu). Więc wzięłam pudło z tektury falistej, drugie pudełko z cieńszej tektury, nożyczki, papier, klej, okleinę drewnopodobną i dwa kawałki magnesu - wszystko poniewierało się po domu od lat - i powstała szafka na gary. Może się zmieszczą. 

No i znowu zbliża się północ, a mi się nawet jeszcze nie chce spać. A jutro znowu pobudka o 7.00, bo matury. Może lepiej całkiem odzwyczaić się od spania, hę?

1 komentarz:

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.