trwają w najlepsze. Przerobiłam już drobny atak paniki, że iks lat temu czegoś nie dopilnowałam i teraz będę mieć z tego powodu duuuży problem (pozdrawiam w tym miejscu sławnego w moim mieście debila, który zapomniał o opłacaniu ZUSowskich składek :P - ja składki opłacałam, ale powinnam była sprawdzić trzy razy tamtą umowę i podać kogoś wtedy do sądu pracy... no ale, jak mówią neony, Pan Przewidział i chyba wszystko wyjdzie jednak na moje emerytalne. A Pan - jak Zechce - niech się Sam z tym kimś Liczy na zdrowie).
Tymczasem, jak nadmieniłam, walczę z papirami. Doniosłam dziś do ZUSu dwa kolejne, z czego jeden, którego ostatnim razem Pani Z Okienka nie chciała brać, a tym razem wzięła. I wcale nie wiem, czy to już wszystko, mam czekać na list. Bo może jednak nie. :P Jak dostanę decyzję o emeryturze, obejrzę sobie tryumfalnie dom biurokracji z 12 prac Asterixa. :P
Ale to przede mną. Za mną natomiast zamarynowanie 9 słoików śliwek. Ja nie lubię, ale warszawiacy chyba tak, przynajmniej częściowo.
I naprawdę niemożliwie się cieszę, że jutro nie idę do roboty. Na razie, jak słusznie zauważył jeden z moich Rozmówców, mam status bezrobotnego, bo emerytury jeszcze mi nie przyznali... cooo taaam, wolę być bezrobotna niż dalej pracować w tym cyrku.
W sumie powinnaś odebrać życzenia powodzenia na nowej drodze życia.
OdpowiedzUsuńDużo sił na wszystko.
i cierpliwości. Panie Z Okienka naprawdę duuuużo jej wymagają....
Usuń