że lepiej nie być przyjacielem Hioba nawet przed samym sobą. Czyli nie tłumaczyć sobie Boga. Wiecie, że On na pewno Wie lepiej, że Wyprowadzi z tego dobro, że to, co się dzieje, jakkolwiek fffkurzające, na pewno ma swoje dobre strony i takie tam. Albo że jest karą za twoje grzechy więc lepiej zamknij mordę i zmilcz. No nie. Bo to są dokładnie teksty przyjaciół Hioba. A oni nie mówili prawdy o Bogu. Prawdę mówił Hiob. Czyli to we mnie, co twierdzi, że nie wiem, czemu On tak i tak Robi, czemu Działa przeciwko mnie i dlaczego Odpłaca mi cierpieniem za moją wierność. To jest prawda. Nie usprawiedliwianie Boga, tylko oskarżanie Go. I to nie jest herezja, tylko Biblia. W niedzielę, słuchając ewangelii o robotnikach w winnicy, którzy dostali po denarze na głowę odpowiednio za 12 godzin, 9 godzin, 6 godzin, 3 godziny i 1 godzinę pracy, każdy tyle samo, myślałam, że Jezus opowiadając tą historyjkę świetnie Wiedział, że my uważamy, że Bóg wcale, ale to wcale nie jest sprawiedliwy. I lepiej to przyznać (jak Hiob) niż udawać, że jest się pobożnym chrześcijaninem i słodkopierdzieć o dobroci Boga (jak przyjaciele Hioba). Tak mi przynajmniej wynika z Biblii.
Poza tym pcham do przodu sprawy mamy (głównie lekarskie) i sprawy dzierżawy mojego ogrodu - i myślę, że jestem totalnie pogięta, że chcę w niego władować tyle kasy teraz. Dziecko-którego-nie-ma nie ma prawa mieć ogrodu. W ogóle nie powinno nic mieć, nie zajmować miejsca w przestrzeni i w zasadzie nieprawnie oddycha.
Nie wiem, czy Ty o mnie też tak myślisz. Jak patrzę na moją historię, to raczej tak.
Poza tym jest zimno i wcale nie pada, ale na dwór się nie da wyjść. Z któregoś z ostatnich wypadów do miasta przyniosłam taką kolekcję chwastów:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.