sztuki, czyli maluję znowu po numerach.
A w realu jest zimno i szaro niemal tak, jak na obrazku. Może jak będę kończyć, to będzie też tak rudo. Obrazek na rysunku niewyglądny, ale jak go maluję, to zaczyna mi się podobać. Więc kip tjund.
Poza tym wczoraj (siódma wizyta lekarska w tym miesiącu w trzeciej przychodni w mieście) pomyliłam mamie przychodnie :P, mam już naprawdę dość i zareagowałam stanowczo, kiedy mama zaproponowała wizytę u kolejnego specjalisty. :P Nie wiem, skąd można mieć taką wolę życia i takie pragnienie życia bez cierpienia, i taką wiarę, że lekarze potrafią to zapewnić. :P Nie mam ani jednego z tych trzech.
Pani Ha po udarze czuje się trochę lepiej, dalej zobaczymy. Sprawa dzierżawy ogrodu stoi w miejscu i będzie stać przez parę najbliższych tygodni. ZUS milczy i ciekawa jestem, czy najpierw przeleje, a potem napisze, czy jednak odwrotnie. :P Bo gdyby coś było nie tak, już by chyba napisali od 1 września.
Alertami o wojnie nie przejmuje się już chyba nikt. Przychodzi przynajmniej 2 dziennie i nikt nawet głowy nie podnosi. Jak pieprznie, to trudno, byle raz a dobrze (i we właściwy budynek, hehe). Okropna jestem, wiem.
W domu jeszcze nie grzeją. Na dworze jest plus 13, w domu ze 22. Niby wystarczy. Trzeba zacząć ogarniać ciuchy na zimę, mam trochę łatania i naprawiania. Kto dziś jeszcze łata ubrania w ogóle?
No i tak się powoli toczy życie bez pracy, mniej więcej tak samo jak z pracą, tylko, że. Po pierwsze, ciągle czekam na decyzję ZUS i pewien dreszczyk niepokoju, którego nie czuje się, pracując - jakkolwiek irracjonalny, no jest. Po drugie, wielkim błogosławieństwem jest dla mnie możliwość spania codziennie do 8.00. Moje ciało chyba zaczyna odpoczywać. Nawet syfów na pysku jakby mniej. Po trzecie, porządniej niż do tej pory odmawiam brewiarz. Może to wynikać między innymi z mniejszego zaspania. Po czwarte, mam nieco większy porządek w ogrodzie niż zwykle o tej porze roku. Po piąte, zaczęłam porządkować to, co robię, myślę i... wydaję :P w formie codziennego czegoś pomiędzy dziennikiem dear diary, kalendarzem mindfulness journal i rachunkiem sumienia :P. Dzięki temu nie mam pięciu kartek z listą zakupów na lodówce i ośmiu kartek z listami rzeczy do zrobienia na biurku, tylko jeden porządny zeszyt.
Z negatywów. Mam za dużo czasu na oglądanie na YT filmików o szerszeniach i podobnych głupotach i to zdecydowanie powinnam ograniczyć. Ale cóż. Po prostu szerszenie mnie w jakiś sposób fascynują. Ciekawe, że w Biblii szerszenie występują po stronie Boga, a w każdym razie jako wojsko ludu wybranego.
WJ 23,28 Ja zaś poślę przed tobą szerszenie, które wypędzą Chiwwitę, Kananejczyka i Chetytę sprzed ciebie.
Pwt7,19 Pamiętaj o próbach ogromnych, które widziały twoje oczy, o znakach i cudach, o mocnej ręce i wyciągniętym ramieniu, którym wyprowadził cię Pan, Bóg twój. Tak samo uczyni Pan, Bóg twój, wszystkim narodom, których ty się lękasz. 20 Nadto jeszcze Pan, Bóg twój, będzie zsyłał na nich szerszenie, aż reszta, która się przed wami ukryje, wyginie. 21 Nie drżyj więc przed nimi, bo Pan, Bóg twój, jest pośród ciebie, Bóg wielki i groźny.
Joz24,12 Wysłałem przed wami szerszenie, które wypędziły przed obliczem waszym dwu królów amoryckich. Nie dokonało się to ani waszym mieczem, ani łukiem.
Mdr 12,8 Ale i ich (lud Kanaanu) jako ludzi oszczędzałeś! Zesłałeś na nich szerszenie wyprzedzające Twe wojsko, by ich niszczyły stopniowo. 9 Mogłeś wydać bezbożnych sprawiedliwym w bitwie lub naraz wygubić przez bestie okrutne czy też wyrokiem bezlitosnym.
Czyli wychodzi na to, że szerszenie są owieczkami Bożymi... coś jak święty Michał Archanioł, tia. :P

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.