When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

20 maja 2026

dwie trzecie maja

 po pracy pojechałyśmy na cmentarz z mamą - korzystając z pogody, bo podobno już-już ma się znowu psuć.



Pamiętam, jak za dzieciaka chodziłam na ten cmentarz jeszcze w towarzystwie tych, co dziś na tym cmentarzu leżą. Tak samo kwitły konwalie - teraz już tylko na najstarszych grobach, wtedy na co drugim. Uczyłam się robić wianki z rozchodnika - wytrzymywał stosunkowo długo na grobowej lastrykowej płycie, nawet przypalony słońcem. Teraz jakieś marmury, granity, bunkry. Dawno, dawno temu większość grobów to była betonowa otoczka, taki brzeg, wypełniony ziemią, w której gęsto kwitły wspomniane konwalie, a z nich z jednego końca sterczał metalowy krzyż, a na nim była tabliczka z danymi pochowanej osoby. Jak to było dawno.

Przy okazji wizyt na cmentarzu odbywał się krótki spacer w zacmentarnym lesie albo wycieczka na wiślany wał. Czasem wracało się do domu piechotą, mostem przez Wisłę. Trawa była zielona, kwitły maki. Ptaki śpiewały. 

Prawie jak dziś. :P

2 komentarze:

  1. W podstawówce lubiłam spacerować po cmentarzach, jakoś mi pasowały do atmosfery w niektórych częściach "Ani z Zielonego Wzgórza". List doszedł :))))

    OdpowiedzUsuń

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.