po pracy pojechałyśmy na cmentarz z mamą - korzystając z pogody, bo podobno już-już ma się znowu psuć.
Pamiętam, jak za dzieciaka chodziłam na ten cmentarz jeszcze w towarzystwie tych, co dziś na tym cmentarzu leżą. Tak samo kwitły konwalie - teraz już tylko na najstarszych grobach, wtedy na co drugim. Uczyłam się robić wianki z rozchodnika - wytrzymywał stosunkowo długo na grobowej lastrykowej płycie, nawet przypalony słońcem. Teraz jakieś marmury, granity, bunkry. Dawno, dawno temu większość grobów to była betonowa otoczka, taki brzeg, wypełniony ziemią, w której gęsto kwitły wspomniane konwalie, a z nich z jednego końca sterczał metalowy krzyż, a na nim była tabliczka z danymi pochowanej osoby. Jak to było dawno.
Przy okazji wizyt na cmentarzu odbywał się krótki spacer w zacmentarnym lesie albo wycieczka na wiślany wał. Czasem wracało się do domu piechotą, mostem przez Wisłę. Trawa była zielona, kwitły maki. Ptaki śpiewały.
Prawie jak dziś. :P


W podstawówce lubiłam spacerować po cmentarzach, jakoś mi pasowały do atmosfery w niektórych częściach "Ani z Zielonego Wzgórza". List doszedł :))))
OdpowiedzUsuńa to niezwykle miło z jego strony :)
Usuń