When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

13 października 2026

jeszcze po numerach

 

i już prawie widać efekt końcowy. Tymczasem za oknem coraz bardziej jesiennie, zimne, ciemne dnie, zimne noce. Deszczu ciągle mało... ale na balkonie październiczki mają pierwsze pąki. Malutkie jeszcze, ale już są.

Dziś mam pozusowski :P syndrom dętki i zajmuję się głównie ogarnianiem mamy (piwnica, śmiecie, ugotuj wodę, wynieś jabłka na balkon, ogarnij aparaty słuchowe, ugotuj obiad), przy okazji piekę dynię na jutrzejszy dyniowy chlebek - wygląda na to, że w tym roku na imieniny mamy i moje urodziny upiekę po prostu chleb. Ciotka-neonka bardzo już walczy z chemioterapią i żadne party się nie kroi. Mama nie chce słodkiego jeść. A ja dla siebie nie będę piekła.

Kolejne pole aktywności to porządkowanie w wieloletnich popeerelowskich zasobach i przerabianie lnianych obrusów na lniane kuchenne ściereczki, których przynajmniej używam. No i tak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.