Poza tym mam milion rzeczy do zrobienia na przeciętny dzień. Na ogród docieram zwykle koło 16.00. I jest ładnie.
Przetwórnia w działaniu. Ostatnio marynowałam paprykę, w planie przerabianie pigwy. Koniec tygodnia znowu z mamą u lekarzy. Tyle dobrego, że udało mi się dotrzeć do cywilizowanej spowiedzi ostatnio i nie zostałam okrzyczana za fakt, że przyszłam. Ot, niezwykłość jaka.
PT Czytelników spoza Lubelszczyzny spieszę poinformować, że NAPRAWDĘ mamy po cztery alerty okołowojenne niemal każdej nocy, zwykle w okolicach 4.00. I tak, bardzo nas to fffkurza. I jak naprawdę coś by się zaczęło dziać, nikt z Lubelszczyzny w żadne zagrożenie nie uwierzy.










Niestety trudno mi się zachwycać moim ogrodem (chociaż obiektywnie patrząc jest piękny), bo głównie widzę w nim przytłaczającą ilość rzeczy do zrobienia. Powinnam się chyba nazywać Mrs Worry.
OdpowiedzUsuńPatrz na tę część, którą akurat zrobiłaś, i nią się zachwycaj...
Usuń