przez dwie ostatnie godziny oglądałam w internetach filmiki z likwidacji gniazd szerszeni. :P I jakoś mi się lepiej zrobiło.
Mamuśka znowu ma górkę i nic na to nie poradzę, muszę wytrzymać. Już obrywam nie tylko ja, dziś oberwała też ciotka neonka. Za hydraulika. Bo mama przez ostatnie bodaj dwa lata próbuje przekonać kogoś do wyczyszczenia kuchenki gazowej. Bo palnik niby pali, ale za mało gazu puszcza i strasznie długo się gotuje wszystko. A u ciotki neonki wysiadła ostatnio spłuczka i po zaledwie kilkudniowym oczekiwaniu hydraulik się pojawił. Pierwszego dnia oczekiwania ciotki na hydraulika mama zgłosiła chęć przejęcia fachowca i prosiła o cynk, gdyby się pojawił. Ponieważ nie pojawił się, jak to fachowcy, ani tego dnia, ani kolejnego, mama wypadła z buzią na Bogu ducha winną ciotkę neonkę (szczegółów nie znam, ale podobno strasznie wściekła była, mama, nie ciotka) i oświadczyła, że takiego fachowca nie chce. Minęło jeszcze kilka dni, hydraulik do ciotki przyszedł, naprawił, zainkasował, poszedł. Na co mama dziś poleciła mi skontaktować się z osiedlowym hydraulikiem, co zrobiłam. Oświadczył, że "zajrzy". O ile, to może za tydzień, jak go znam. W międzyczasie mama zmieniła zdanie i ona już żadnego hydraulika nie chce, a kuchenka działa i nic jej nie brakuje. Zmilczałam.
W ostatnich dniach miałam też drobne MMA w temacie zmiany pościeli u mamy - nie trzeba zmieniać, czysta jest. A pamiętasz, kiedy była zmieniana? - pytam. Nieeeee.... Zmieniłam, córka-cholera wcielona, no.
O drobiazgach typu klucz zostawiony w drzwiach, szukanie okularów, które najspokojniej leżą na biurku, tylko ich nie widać, bo leżą na wierzchu :P, o wieeeelkiej kartce na lodówce: "nie jedz rano, idziemy na badanie krwi" - i tej kartki też nie widać, no - i tysiącach pierdoletów nie wspominając. Dziś oberwałam, bo się na mamę drę i ją wyzywam. Jak Cię kocham, no, ani się nie darłam, ani nie wyzywałam, głośno - bo aparaty słuchowe leżały przede mną na biurku - i wyraźnie tłumaczyłam setny raz, żeby badania nie odkładać z czwartku na piątek, skoro wyniki potrzebne są lekarzowi w poniedziałek, bo w łikend nikt krwi nie bada i mogą nie zdążyć. Nie, bo ja się drę, bo ja zawsze tylko na mamę krzyczę, bo złośliwa jestem - pisałam już? No, to jestem, cholerna złośliwa córka, po niewiadomoco pałętająca się w tę i nazad po maminym życiu jak gówno w przerębli.
Wiesz co? - powiedziałam, wychodząc - po ułożeniu na łóżku kołdry w jedynie słuszny sposób (i tak mama poprawiała), nalaniu wody do trzech kubków na całą noc, zapuszczeniu kropli do oczu - i to wszystko, q*, złośliwie, prawda? - Wiesz co? Tobie przydałoby się jedno złe dziecko. Dla porównania.
A tak przy okazji. Moje pierwsze wspomnienia mamy datują się z przedszkola i są to wspomnienia mamy, która się na mnie drze, bo znowu nie chcę jeść. I cholery nieźle w powietrzu latały. A po co ja miałam jeść, jak mi się żyć nie chciało?
Nie wiem, czy Ty to chociaż trochę Widzisz i czy Masz to gdzieś, czy Cię to chociaż trochę wszystko obchodzi? Ja wiem, że Masz na głowie przynajmniej kilka wszechświatów i przynajmniej jedną zamieszkaną planetę. Ja wiem, że jak się modlę, to jednocześnie przynajmniej kilka milionów ludzi robi to samo, Mogłeś przeoczyć. Ale jeśli tak, to na litość - po co Ci tyle ludzi na raz i po co Ci w tym wszystkim jeszcze taka ja?
O, więc byłaś niejadkiem w dzieciństwie? Ja też. Pamiętam siedzenie nad talerzem zupy i łzy do tej zupy wpadające. List dotarł i przyniósł wiele radości :)
OdpowiedzUsuń:) Fajnie, że dotarł.
UsuńW dzieciństwie bym najchętniej wcale nie jadła :P. Najgorsze było gorące mleko...
Tak! Mleko fuj! A jeszcze jeśli pływał w nim choć skrawek kożucha... brrr. Prawdopodobnie miałyśmy w dzieciństwie nietolerancję na mleko, ale wtedy nikt o takim czymś nie słyszał.
UsuńNie, mleko uwielbiam do dziś, ale mam nadwrażliwość na gorące jedzenie. Też do dziś.
UsuńDołączam do Klubu Niecierpiących Gorącego Mleka z Kożuchami. Tolerowałam tylko zimne. Kożucha nie przełknę do dziś.😁
OdpowiedzUsuńNo właśnie. :)
UsuńWłaśnie wyjęłam z koperty i przeczytałam z wielką radością przemiły list z Lubelszczyzny. Pięknie dziękuję 🤗🙃😉
OdpowiedzUsuńA to mile, że był uprzejmy dojść :)
UsuńDla PT Zainteresowanych otrzymaniem listu ode mnie: trzeba najpierw do mnie napisać :)
Kożucha na mleku nie ruszę.
OdpowiedzUsuńJa na bank miałam jakieś nietolerancję pokarmowe. Niejadek - pamiętam koszmar siedzenia nad talerzem. I magazynowanie w policzkach...
ja miałam masę alergii pokarmowych, ale głównie na owoce i na jajka. Alergia na jajka mi została. A niejadkiem byłam niezależnie od alergii.
Usuń