When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

17 sierpnia 2026

totalna rozwałka

 nie mam pojęcia, czy to ludzkie, czy zwierzęce, czy to pogoda, hormony czy w końcu syndrom emerytalnej dętki - ale przez ostatnie dni, tak od piątku bodaj, nie mam w ogóle ani energii, ani chęci, żeby cokolwiek robić. Robię to, co muszę, najczęściej w związku z obsługą domu i mamy. A reszta czasu sobie mija obok mnie. I wcale nie staję się przez to bardziej wypoczęta.

Mówiąc o pogodzie, zaliczyliśmy zjazd z 36 stopni na 24, z odpowiednim zjazdem ciśnienia - i wszędzie dookoła pada, a u nas, oczywiście, nie. Co do hormonów, jest mi nadal upiornie gorąco w najmniej odpowiednich momentach i mam wrażenie, że to mi już nie minie. Co do obsługi mamy, dziś miała lekarza na 10.15. Weszłyśmy do gabinetu o 11.00. Potem zrobiłyśmy rentgena i wróciłyśmy do gabinetu. Finalnie wyszłyśmy o 12.00. A potem pobiegłam na drugi koniec miasta zapisać ją na zleconą dziś densytometrię i jak wróciłam, kompletnie już nic mi się nie chciało robić. I tak to trwa. 

Z niechęcią myślę o konieczności obchodzenia imienin, a potem o konieczności imprezy pożegnalnej w pracy. W ogóle rozwaliło mnie totalnie. Gdybym mogła, zmieniłabym się w robocika obsługującego mamę, takiego z czerwonym guzikiem do wyłączenia i schowania do szafy, kiedy akurat nie jest potrzebny. 

4 komentarze:

  1. Coś chyba jest w powietrzu, bo ja też przez weekend i jeszcze wcześniej w poprzednim tygodniu miałam jakiś zjazd. Sił dużo, trzymajmy się!💪😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu zrobiło się niby chłodniej, ale jak wyjdzie słońce i akurat nie wieje, dalej jest upalnie i duszno... Latam po mieście załatwiając kolejne sprawy i moknę, walczę z wiatrem, zdycham w upale - wszystko naraz.

      Usuń
  2. Te skoki temperatur chyba tak wpływają na organizm. Szkoda, że nie możesz się zwolnić z imprezy pożegnalnej. Taki macie zwyczaj? Dużo musisz szykować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę naszykować forsę na jakieś 5 pizz i może kilka sałatek, napitki każdy kupuje sam. No i przeżyć hałas w pizzerii.

      Usuń

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.