ogarniania papirologii zusowskiej. Przede mną drugi etap i oczekiwanie na to, co dalej :P. Czuję się trochę jakbym teraz (sic) zaczynała wakacje, które nie będą mieć końca. Może jakoś tak będę czuć się na początku wieczności?
W każdym razie uczciłam dzisiejszy dzień grillem - taka drobna złośliwość liturgiczna :P.
Dziś bakłażany wyszły ciut lepiej, ale ciągle nie odkryłam, jak wygrillować z nich maksimum smaku.
A poza tym - jak widać, miałam ostatnio niezwykle zajęty czas. Dzielony pomiędzy życie towarzyskie (którego chwilowo mam dość), mamę, ogród, ogarnianie mieszkania, zdychanie w upale i takie tam. A mama walczy z nieodbijającą spłuczką do WC i jest autentycznie przerażona, jak woda leje się i leje, i nie przestaje się lać. Trzeba będzie pogadać z hydraulikiem...
Wśród wielu zajęć znalazłam chwilę na ogarnięcie finalne lipcowego czelendżu.
Ostatni lipcowy filmik:
A sierpniowe roślinki już się suszą:
mamy tu proso, miętę, kwiat dyni, odętkę, chabry bylinowe, szczaw, różę, rudbekię bylinowa, płatki słonecznika, liść paproci, owoce ruty - i znowu proso.












Kalejdoskop jak zawsze bajer. Normalnie napięcie się buduje. :)
OdpowiedzUsuń:) już po połowie czelendża i chwilami brak mi już motywacji i sił...
UsuńNowy odcinek Jamesa Bonda? A kwiat dyni jakoś rozpościerasz do suszenia?
OdpowiedzUsuńJames Bond i zagadka kalejdoskopu. :) Kwiat dyni rozerwałam w jednym miejscu i suszę na płasko.
Usuń