When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

10 sierpnia 2026

skończyłam pierwszy etap

 ogarniania papirologii zusowskiej. Przede mną drugi etap i oczekiwanie na to, co dalej :P. Czuję się trochę jakbym teraz (sic) zaczynała wakacje, które nie będą mieć końca. Może jakoś tak będę czuć się na początku wieczności?

W każdym razie uczciłam dzisiejszy dzień grillem - taka drobna złośliwość liturgiczna :P. 


Dziś bakłażany wyszły ciut lepiej, ale ciągle nie odkryłam, jak wygrillować z nich maksimum smaku. 

A poza tym - jak widać, miałam ostatnio niezwykle zajęty czas. Dzielony pomiędzy życie towarzyskie (którego chwilowo mam dość), mamę, ogród, ogarnianie mieszkania, zdychanie w upale i takie tam. A mama walczy z nieodbijającą spłuczką do WC i jest autentycznie przerażona, jak woda leje się i leje, i nie przestaje się lać. Trzeba będzie pogadać z hydraulikiem...

Wśród wielu zajęć znalazłam chwilę na ogarnięcie finalne lipcowego czelendżu.











Ostatni lipcowy filmik:


A sierpniowe roślinki już się suszą:


mamy tu proso, miętę, kwiat dyni, odętkę, chabry bylinowe, szczaw, różę, rudbekię bylinowa, płatki słonecznika, liść paproci, owoce ruty - i znowu proso.

4 komentarze:

  1. Kalejdoskop jak zawsze bajer. Normalnie napięcie się buduje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) już po połowie czelendża i chwilami brak mi już motywacji i sił...

      Usuń
  2. Nowy odcinek Jamesa Bonda? A kwiat dyni jakoś rozpościerasz do suszenia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. James Bond i zagadka kalejdoskopu. :) Kwiat dyni rozerwałam w jednym miejscu i suszę na płasko.

      Usuń

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.