czyli zaczynam poważną konsumpcję kiełków
Jeeeeeejjjj jakie to jest smaczne.... :))))
Apetyt na wiosnę zaspokajam też w sferze kwiatowej, zachęcona przez Agaję i roztopy. Wprawdzie z przekonaniem, że jak przyjdą przymrozki, będę musiała skrzynki wnosić do domu - ale zainwestowałam w prymulki. Moja zaprzyjaźniona sieciówka w promocji zaoferowała mi 10 prymulek za 11 złotych - no i przepadło.
Te na górze stoją u mnie, te na dole - u mamy. U mamy wszystkie już kwitną, wśród moich będą dwie niespodzianki kolorystyczne.
A o roztopach pisząc - już trzecia doba powyżej zera, spod śniegu zaczyna wyglądać trawa (i śmiecie), i wszystko jest szarobure i mokre.
Wzięłam dziś mamę na spacer i orzekła, że to nie jest dobra pogoda na przechadzki. A wzięłam ją, bo już nie mogła w domu wysiedzieć.
A zatem głównie siedzimy w domu, nadrabiamy wszelakie zaległości, w tym malunkowe
i czytelnicze.
Z serii "babskie czytadła" kolejny, 11 już tom Rodziewiczówny: "Na fali".
Tom bez mojej ulubionej linii tematycznej i bez wschodniego umiejscowienia. Opowieść o utracie ideałów i o tym, że ideały nie powinny być nadmiernie wyidealizowane, bo skończy się jak skończy. Głównym bohaterem jest całe życie nieszczęśliwie zakochany (i nieszczęśliwie ożeniony) Józef, postać dość blada i tym tylko zaskakująca czytelnika, że to nie on popełnia samobójstwo w trakcie akcji. :P Blado wypada także niespełniona miłość Józia, dziewczę żyjące poszukiwaniem wszelakich - także miłostkowych - wrażeń, a mimo to na tytułowej fali świetnie się unoszące do samego końca powieści i bodajże potem też. Natomiast świetnie zarysowane są dwie inne postaci, sknerowato skąpe małżeństwo właścicieli pewnego młyna.
No ale właśnie - tytułowa fala.
Po pierwsze: jest życiową falą, płaszczyzną, na której utrzymać się należy, żeby nie wpaść pod wodę i nie zakończyć nędznego żywota szybciej niż by należało, i w większej nędzy niż to wygodne. Po drugie, fala jest powierzchnią, na której się pisze to, co szybko znika. Symbolem niestałości, niepewności, zmienności i w końcu klęski. Jak los. Jak ludzkie życie. Jak kobieta.
A to już przecież Dawid w Psalmach śpiewał, że na człowieku nie ma co polegać. A Budka Suflera chyba? duuużo później doprecyzowała, żeby nie wierzyć nigdy kobiecie. :P. I ten sam morał - pomiędzy dawnym prorokiem a współczesnym rockowym zespołem - niezwykle dobitnie przekazuje Rodziewiczówna.
Więc pewnie coś w tym jest.