czyli śnieg, mróz i zima, którą jestem już trochę zmęczona - chociaż ok, ładnie jest.
Dziś zaczęło się toto topić, ale topi się póki co powoli i spokojnie, bez wielkich powodzi czy gołoledzi.
W szkole skończyłam we wszystkich klasach dział numer 4 (z 8 - czyli jestem na regulaminowej półroczowej połowie). Odbyło się też ostatnie semestralne zebranie z rodzicami. W tle gdzieś przesuwa mi się jakaś jedna czy druga niezwykle roszczeniowa mama, no ale jestem w stanie to znieść - może dlatego, że mam nadzieję, że to już ostatni raz.
W domu... hm... w domu:
Kiełki rosną i nie mogę się doczekać, aż wyrosną do wielkości konsumpcyjnej. Mój organizm czuje wielkie zmęczenie (teraz powinny być ferie, nie za 10 dni!) i ogromny brak witamin. No ale muszę jeszcze parę dni poczekać.
Kryształy hm. Na pierwszym planie słoik z kwaskiem cytrynowym, w którym nic się nie dzieje - muszę kupić ze 3 paczki kwasku i dosycić roztwór.
W roztworze w wodzie kryształki zaczynają się osadzać także na dnie.
W sumie eksperyment ciekawy, polecam.
Dziś wracając z pracy wyciągnęłam z topniejącego śniegu pięć roślin:
Na górze gałązka obrośnięta porostami, na dole nasiona klonu jesionolistnego, gałązka derenia, gałązka świerka i gałązka z liśćmi ligustru. Ligustr sczerniał, ale liście są i w czasie odwilży widać je coraz wyraźniej. Flora wylądowała w książce do suszenia roślin - zaiste nie nadającej się do niczego innego. :P Za kilka dni czelendżu dalszy ciąg.





Sprawa kryształów bardzo mnie intryguje. Jaki jest cel eksperymentu? Czy tylko ciekawość, co wyjdzie, czy coś jeszcze?
OdpowiedzUsuńhm. W zasadzie to zaczęło się tak, że ze dwa tygodnie temu rozmawiałyśmy w szkole z paniami od przedmiotów przyrodniczych, że dzisiejsze dzieci nie rozumieją najprostszych spraw związanych z roztworami, parowaniem, skraplaniem, stężeniem, takich tam. Chyba akurat ktoś miał coś takiego w programie. Panie przyrodniczki narzekały, że w podstawówkach nie ma już obowiązku hodowania kryształów soli, więc nie można się do tego eksperymentu odwoływać w liceum, bo dzieciakom to nic nie mówi.
UsuńPotem próbując coś posolić w kuchni natknęłam się na uroczą mieszankę soli z cukrem, którą widziałam ostatnio ze cztery może? lata temu w dziwnych okolicznościach - i do dziś nie wiem, czy ja to sama wymieszałam, czy tak mi sprzedali, czy może nastąpiło cudowne przemienienie soli w cukier. :P Tak czy siak, mieszanka była na tyle niejadalna, że stwierdziłam, że zamiast toto wyrzucić, pohoduję sobie kryształy. A że mieszanki było sporo, starczyło na dwa słoiczki. Żeby nie było takie samo, do jednego dolałam herbaty.
Soda i kwasek cytrynowy to pomysły z internetu. Soda mnie totalnie zaskoczyła, kwasek dosypałam, może zacznie krystalizować. Chcę jeszcze nastawić słoiczek z samą solą i słoiczek z samym cukrem.
Geneza eksperymentu jest dużo ciekawsza niż cel. Bo cel hm - nie zmarnować mieszanki słono-słodkiej to raz. Pobawić się to dwa. Powspominać szczenięce lata to trzy. Mam w zanadrzu i czwarty cel: jak już totalnie to wszystko wyschnie, pobawię się w fotografię w różnym podświetleniu. I tego jestem naprawdę ciekawa.
zatem jest cel: zdjęcia.
UsuńJestem ciekawa ich.
ja także. :)
UsuńKiełki, kiełki, dobry pomysł.
OdpowiedzUsuńTrochę za wcześnie (zwykle zaczynałam siać 15 lutego) i nie za szybko rosną, ale już nie mogłam wytrzymać.
Usuń