When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

piątek, 6 listopada 2026

w domu i w zagrodzie

 eeee w ogrodzie. :)












Czyli listopadki są listopadkami, nie październiczkami i nie grudniczkami. Wszystko w normie. :))) Ale grudniki chyba też będą, a może i styczniki, i lutniki, i marczyki może nawet.

Wracając do pytania, czy na emeryturze ma się dużo czasu. Nie. Może nie jest tego czasu aż tak mało jak przy chodzeniu do pracy, ale i tak go na nic nigdy nie starcza. Obecnie chodzę na dwa spacery z mamą dziennie, do tego załatwiam zakupy, większość gotowania, sprzątania i innych prac domowych. Na ogrodzie trzeba będzie jeszcze zagrabić i przekompostować te piękne, żółte liście, jak tylko spadną. Przymierzam się do upieczenia rogali świętego Marcina. Próbuję sprzątać wnętrza szaf i szafek, do których nie zaglądałam od miesięcy, najwyżej wyciągałam coś z wierzchu i wpychałam na wierzch. 

Fotopułapka dalej nie działa, mimo dni teraz słonecznych - cały czas świeci się dioda ładowania. Jeśli się nie naładuje słońcem, jak ptaki wyżrą cały nasypany do zasobnika słonecznik, naładuję ją z sieci i zobaczymy, odpali czy nie. 

I co tam jeszcze. Przyszedł wreszcie rachunek za gaz i mogę podliczyć październik. Razem z opłatami wydałam 2 233 zł, czyli o jakieś 2 stówy więcej niż dostaję emerytury. Tragedii nie ma, bo w październiku kupiłam za 3 stówy kurtkę, a za blisko 2 stówy dekoracje na cmentarz. Do tego byłam dwa razy w Lbl i raz w kawiarni z koleżankami, więc oszczędzania nie było. Jeśli chodzi o kroki, dzienna liczba w październiku to średnio 15 745, co wiąże się ze spacerkami z mamą i łażeniem po cmentarzach. 

Może kiedyś zrobię eksperyment (w Poście?) i spróbuję ustalić minimalną kwotę, za którą uda mi się przeżyć miesiąc? :))) 

A, miałam jeszcze malowankę pokazać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.