eeee w ogrodzie. :)
Czyli listopadki są listopadkami, nie październiczkami i nie grudniczkami. Wszystko w normie. :))) Ale grudniki chyba też będą, a może i styczniki, i lutniki, i marczyki może nawet.
Wracając do pytania, czy na emeryturze ma się dużo czasu. Nie. Może nie jest tego czasu aż tak mało jak przy chodzeniu do pracy, ale i tak go na nic nigdy nie starcza. Obecnie chodzę na dwa spacery z mamą dziennie, do tego załatwiam zakupy, większość gotowania, sprzątania i innych prac domowych. Na ogrodzie trzeba będzie jeszcze zagrabić i przekompostować te piękne, żółte liście, jak tylko spadną. Przymierzam się do upieczenia rogali świętego Marcina. Próbuję sprzątać wnętrza szaf i szafek, do których nie zaglądałam od miesięcy, najwyżej wyciągałam coś z wierzchu i wpychałam na wierzch.
Fotopułapka dalej nie działa, mimo dni teraz słonecznych - cały czas świeci się dioda ładowania. Jeśli się nie naładuje słońcem, jak ptaki wyżrą cały nasypany do zasobnika słonecznik, naładuję ją z sieci i zobaczymy, odpali czy nie.
I co tam jeszcze. Przyszedł wreszcie rachunek za gaz i mogę podliczyć październik. Razem z opłatami wydałam 2 233 zł, czyli o jakieś 2 stówy więcej niż dostaję emerytury. Tragedii nie ma, bo w październiku kupiłam za 3 stówy kurtkę, a za blisko 2 stówy dekoracje na cmentarz. Do tego byłam dwa razy w Lbl i raz w kawiarni z koleżankami, więc oszczędzania nie było. Jeśli chodzi o kroki, dzienna liczba w październiku to średnio 15 745, co wiąże się ze spacerkami z mamą i łażeniem po cmentarzach.
Może kiedyś zrobię eksperyment (w Poście?) i spróbuję ustalić minimalną kwotę, za którą uda mi się przeżyć miesiąc? :)))
A, miałam jeszcze malowankę pokazać.












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.