No to tak. Po porannym uratowaniu świata u mamy :) pobiegłam do pracy, gdzie czynnie uczestniczyłam w finalizacji żądanego przez ZUS dokumentu. Uczestnictwo polegało na sprawdzeniu dwóch stron A4 gęsto zapisanych cyferkami, bynajmniej nie w jednym słupku :P. A potem ze sprawdzonym papirem pobiegłam do ZUSu. Po należnym odczekaniu kolejki wręczyłam Pani Z Okienka papir wyrażając nadzieję, że to w końcu ten ostatni. Na co Pani: a bo nie, tak naprawdę to tylko o tą jedną linijkę chodzi.
Kurtyna.
Z jesiennych malowanek:
Z wiadomości do różnych takich ukrywających się moich fanów i wielbicieli: proponuję przestać się ukrywać pod IP z Ameryki Południowej, bo może to zobaczyć jaki wydział antynarkotykowy i zacząć się czepiać. Tak z serca radzę.
Dobra. To idę odpoczywać. Bo po tych przepychankach z ZUSem należy mi się urlop dla poratowania zdrowia.

Powinnam już zacząć kompletować papiery do ZUSu , bo wiek emerytalny osiągnę w styczniu. Twoje "przygody" wywołują we mnie efekt mrożący. Na myśl o kontaktach z urzędami zaczyna mnie boleć brzuch.
OdpowiedzUsuńNo ja tak mam z tym brzuchem od zawsze :P. Nie wyobrażam sobie odchodzenia na emeryturę z prywatnej działalności, na przykład, skoro z etatowej państwowej roboty trzeba tyyyyle papirów.
Usuń