When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

04 września 2026

wracam do czytania

 i babskich czytadeł.


Czyli wróciłam do Rodziewiczówny. Książka taka sobie. Historia nieco nawiedzonego chłopaka, który mógłby być świętym epoki industrialnej.


Przy okazji - świetnie widać, jak ludzie z końca 19 i początku 20 wieku wyobrażali sobie świętych. Nie są to już może eteryczne, wiecznie wzdychające, półprzezroczyste sylwetki ascetów rodem ze średniowiecza. Ale. Mamy tu wyraźnie zarysowany obraz człowieka, który odrzuca życie doczesne w sensie, że nie spodziewa się po nim niczego dobrego i zużywa je (dobór czasownika przemyślany) na pozyskiwanie zasług na wieczność. Ani śladu jakiejkolwiek wzmianki o jakiejś relacji delikwenta z Bogiem - za wyjątkiem grzecznego życia modlitewno-sakramentalnego, za to silny rys prospołeczny - ludzi trzeba hm wychowywać i robić im jak najwięcej dobra (w domyśle: to się w wieczności opłaci), natomiast z niewzruszoną cierpliwością znosić wszelkie zło od losu i od ludzi (bo za to w wieczności będzie wynagrodzone). Małżeństwa, oczywiście, się nie zawiera, życie seksualne nie istnieje, za to wychowuje się cudze dzieci - i to mi jako żywo przypomina jakąś nabożną książkę, w której nie pamiętam jaki święty zaopiekował się znajdą i dziękował Bogu, że oto ma dziecko bez potrzeby "kalania się z kobietą". Nie skomentuję. 

W sumie książkę czyta się wystarczająco przyjemnie, bo akcja wartka, zwrotów w niej nieoczekiwanych kilka, a apostolstwo mało nachalne. A gorsze momenty zawsze można przysłodzić najnowszym dżemikiem jabłkowo-malinowym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.