to było w dzisiejszej ewangelii bardziej niż o możliwości nawrócenia do ostatniego momentu. O obłudzie tych, co się modlą, a tkwią w grzechach. Albo w jednym grzechu. A w zamian za to odmówią kilka zdrowasiek więcej albo odmodlą dodatkowo pół godzinki adoracji i się wyrówna. Idę, Panie. Lecz nie poszedł. Podziamał, pobożnie się pomodlił, a życie jak było do d, tak jest. A krzywdy wyrządzonej, czy to ojcu, czy innym ludziom, zdrowaśką nie wyrównasz.
Wydaje mi się, że Jezus bardzo nie Lubił obłudy i ten grzech był Mu bardziej bolesny niż wiele innych. Wydaje mi się. Bo o Bogu lepiej nie mówić nic na pewno, bo w sumie to kto Go tam wie.
Tymczasem pani na jesiennym obrazku wcale nie wisi na drzewie. Jakby co.
Może to powinien być obrazek z dedykacją dla tych, co przerabiają piosenki o wisielcach na nabożne pieśni eucharystyczne. Zniesmacza mnie to, no. Znaj proporcją, mocium panie.
Idę na spacer. Niedzielny.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.