nie mam pojęcia, czy to ludzkie, czy zwierzęce, czy to pogoda, hormony czy w końcu syndrom emerytalnej dętki - ale przez ostatnie dni, tak od piątku bodaj, nie mam w ogóle ani energii, ani chęci, żeby cokolwiek robić. Robię to, co muszę, najczęściej w związku z obsługą domu i mamy. A reszta czasu sobie mija obok mnie. I wcale nie staję się przez to bardziej wypoczęta.
Mówiąc o pogodzie, zaliczyliśmy zjazd z 36 stopni na 24, z odpowiednim zjazdem ciśnienia - i wszędzie dookoła pada, a u nas, oczywiście, nie. Co do hormonów, jest mi nadal upiornie gorąco w najmniej odpowiednich momentach i mam wrażenie, że to mi już nie minie. Co do obsługi mamy, dziś miała lekarza na 10.15. Weszłyśmy do gabinetu o 11.00. Potem zrobiłyśmy rentgena i wróciłyśmy do gabinetu. Finalnie wyszłyśmy o 12.00. A potem pobiegłam na drugi koniec miasta zapisać ją na zleconą dziś densytometrię i jak wróciłam, kompletnie już nic mi się nie chciało robić. I tak to trwa.
Z niechęcią myślę o konieczności obchodzenia imienin, a potem o konieczności imprezy pożegnalnej w pracy. W ogóle rozwaliło mnie totalnie. Gdybym mogła, zmieniłabym się w robocika obsługującego mamę, takiego z czerwonym guzikiem do wyłączenia i schowania do szafy, kiedy akurat nie jest potrzebny.
Coś chyba jest w powietrzu, bo ja też przez weekend i jeszcze wcześniej w poprzednim tygodniu miałam jakiś zjazd. Sił dużo, trzymajmy się!💪😁
OdpowiedzUsuńW końcu zrobiło się niby chłodniej, ale jak wyjdzie słońce i akurat nie wieje, dalej jest upalnie i duszno... Latam po mieście załatwiając kolejne sprawy i moknę, walczę z wiatrem, zdycham w upale - wszystko naraz.
UsuńTe skoki temperatur chyba tak wpływają na organizm. Szkoda, że nie możesz się zwolnić z imprezy pożegnalnej. Taki macie zwyczaj? Dużo musisz szykować?
OdpowiedzUsuńMuszę naszykować forsę na jakieś 5 pizz i może kilka sałatek, napitki każdy kupuje sam. No i przeżyć hałas w pizzerii.
Usuń