po tych upałach, zalało mi kawałek podłogi, bo nie mogłam się zdecydować, czy zamknąć okno, czy nie. Bo w domu jest dalej 30 stopni. Innym pozalewało więcej, mamie zalało zabudowany balkon (zabudowa wyraźnie rdzewieje i któregoś dnia prawdopodobnie zawali się to wszystko i spadnie komuś na łeb, mam nadzieję, że nie będę wtedy właścicielką tego mieszkania...), gdzieś tam było parę pożarów, boję się myśleć, co mi połamało w ogrodzie.
Z sukcesów zapisałam mamę na kolejną serię zabiegów na przełomie lipca i sierpnia, co nie było wcale takie proste. Z ostatnich pomysłów mamy. Mówię, że muszę niedługo zrobić zdjęcie i wyrobić nowy dowód, bo stary kończy ważność (tia, jeszcze i to). Na co mama: po co ci dowód, teraz nie trzeba mieć dowodów. Przytoczyłam jej kilka ostatnich sytuacji, kiedy dowodu od niej ktoś chciał i z niechęcią zgodziła się, że jednak dowód mieć trzeba. Ale po co ci zdjęcie, przecież masz jakieś stare - ciągnęła zbuntowaną argumentację w temacie zdjęciowo-dowodowym. Ale mamo, nie przyjmą mi starego zdjęcia, właśnie po to wydaje się nowy dowód, żeby człowiek wyglądał na zdjęciu mniej więcej aktualnie, nie tak, jak 10 lat temu - tłumaczyłam. Nie jestem pewna, czy uwierzyła, czy może w skrytości uważa wymianę dowodu za moją fanaberię. Można? Oj można.
A więc do kolekcji znajomych, którzy nie wiedzą o podstawowych obowiązkach obywatela (i pracownika) dołączam mamę, która nie wie, że trzeba mieć dowód osobisty. Cóż. Mama przynajmniej ma 86 lat. W kolekcji siedzą od kilku lat duuużo młodsze indywidua. Pozdrawiam.
U nas też popadało, ale na szczęście nic nie jest zalane🙂
OdpowiedzUsuń