When I am an old woman I shall wear purple
With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me.
And I shall spend my pension on brandy and summer gloves
And satin sandals, and say we’ve no money for butter.
I shall sit down on the pavement when I’m tired
And gobble up samples in shops and press alarm bells
And run my stick along the public railings
And make up for the sobriety of my youth.
I shall go out in my slippers in the rain
And pick the flowers in other people’s gardens
And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat
And eat three pounds of sausages at a go
Or only bread and pickle for a week
And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry
And pay our rent and not swear in the street
And set a good example for the children.
We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now?
So people who know me are not too shocked and surprised
When suddenly I am old, and start to wear purple.
ten blog
Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.
dziękuję. Mój kwiatek jest w tym dużym szklanym po prawej. Myślę, że wytrwanie do tej chwili było szczególniejszą łaską Bożą i może nawet oznaką, że miałam jakieś powołanie. :P
jutro zaczynam dzień o 4.00 rano, muszę podlać ogród (potem się nie da), oberwać porzeczki, potem jadę na pół dnia rekolekcji i nie wiem, jak je przeżyjemy w tym skwarze. Pojutrze niedziela i trzeba zaprowadzić mamę na pierwszą mszę. W poniedziałek mamy w samo południe mszę rodzinną i potem od razu lekarz z mamą. We wtorek mam ściągnąć z neta zusowskie papiry i spróbować je wypełnić. I pójść z mamą na załatwianie fizjoterapii, bo zdaje się, że mimo wszystko jej się spodobało :P. W środę-czwartek mam iść z zusowskimi papirami do kadrowej sprawdzić poprawność wypełnienia. Chyba jakoś tak. Potem to jeszcze nie wiem.
Noooo, współczuję tego maratonu w 30 stopniach plus ......:( I życzę przerwania. Ale powoli, powoli zacznie się ochładzać i może i w waszych stronach popada :) i luzu też będzie więcej :). Chociaż Ty chyba z tych co natychmiast lubią wypełniać wolne przestrzenie czasu ;)). Serdeczności ! Iwona
Zdaje się, że faktyczne wakacje... A wydawało się to tak mało prawdopodobne ;) A ja lubiłam tamtego bloga, buuu... Z tym się jeszcze jakoś nie oswoiłam.
Ja, podobnie jak Agnieszka, myślałam, że to bałwanek. I nawet mi pasowało, bo jedna z moich córek pożyczyła ode mnie wczoraj The Long Winter Lauryn Ingalls Wilder jako antidotum na upały (twierdzi, że jak czytała zimą, to dodatkowo marzła). Gratulacje na nową drogę życia. Ja mam tu maraton nieco innego rodzaju, ale też. Dziś przy 36 za oknem doświadczyłam, że padaliśmy wszyscy poza trzylatkiem. Nie do zdarcia.
Mimo wszystko gratuluję wytrwania aż do dziś. Ładne kwiatki :)
OdpowiedzUsuńdziękuję. Mój kwiatek jest w tym dużym szklanym po prawej. Myślę, że wytrwanie do tej chwili było szczególniejszą łaską Bożą i może nawet oznaką, że miałam jakieś powołanie. :P
UsuńGratulacje!!!
OdpowiedzUsuńA teraz dobrego, pięknego, zasłużonego wypoczynku i realizacji wszystkich emeryturowych planów (będę kibicować 😉)
jutro zaczynam dzień o 4.00 rano, muszę podlać ogród (potem się nie da), oberwać porzeczki, potem jadę na pół dnia rekolekcji i nie wiem, jak je przeżyjemy w tym skwarze. Pojutrze niedziela i trzeba zaprowadzić mamę na pierwszą mszę. W poniedziałek mamy w samo południe mszę rodzinną i potem od razu lekarz z mamą. We wtorek mam ściągnąć z neta zusowskie papiry i spróbować je wypełnić. I pójść z mamą na załatwianie fizjoterapii, bo zdaje się, że mimo wszystko jej się spodobało :P. W środę-czwartek mam iść z zusowskimi papirami do kadrowej sprawdzić poprawność wypełnienia. Chyba jakoś tak. Potem to jeszcze nie wiem.
UsuńNoooo, współczuję tego maratonu w 30 stopniach plus ......:( I życzę przerwania.
UsuńAle powoli, powoli zacznie się ochładzać i może i w waszych stronach popada :) i luzu też będzie więcej :).
Chociaż Ty chyba z tych co natychmiast lubią wypełniać wolne przestrzenie czasu ;)).
Serdeczności !
Iwona
Miało być : przetrwania ;)) , oczywiście.
UsuńI.
dzięki. Wróciłam, żyję. Stopni 36. Nie pada.
UsuńZdaje się, że faktyczne wakacje... A wydawało się to tak mało prawdopodobne ;) A ja lubiłam tamtego bloga, buuu... Z tym się jeszcze jakoś nie oswoiłam.
OdpowiedzUsuńoswoisz się ;) Ten jest taki jak jeszcze wcześniejszy.
UsuńKiedy pobieżnie, w komórce rzuciłam okiem na to zdjęcie, to myślałam, że postawiłaś sobie na stole bałwanka, żeby trochę się schłodzić :D
OdpowiedzUsuńa mi się skojarzyło z hipkiem siedzącym na kibelku:) Ale to nie mój hipek.
Usuńgratulacje! dałaś radę ! piękny czas przed Tobą!
OdpowiedzUsuńdzięki. Co przede mną, to zobaczymy :P
UsuńJa, podobnie jak Agnieszka, myślałam, że to bałwanek. I nawet mi pasowało, bo jedna z moich córek pożyczyła ode mnie wczoraj The Long Winter Lauryn Ingalls Wilder jako antidotum na upały (twierdzi, że jak czytała zimą, to dodatkowo marzła). Gratulacje na nową drogę życia.
OdpowiedzUsuńJa mam tu maraton nieco innego rodzaju, ale też. Dziś przy 36 za oknem doświadczyłam, że padaliśmy wszyscy poza trzylatkiem. Nie do zdarcia.
Może zacznę Zimę Muminków? hmmm
Usuń