When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

25 czerwca 2026

drodzy pracoholicy

 zazdrośćcie




Wyobrażam sobie trzy sytuacje, kiedy ktoś lubi swoją pracę:

1. kiedy praca jest dla kogoś pasją i pracownik się w niej spełnia (i dostaje przy tym odpowiednie pieniądze)

2. kiedy ktoś jest uzależniony od pracy i zasuwa od rana do nocy aż mu łeb odskakuje i jest przekonany, że to mu daje szczęście

3. kiedy ktoś w pracy głównie siedzi nad kawką z koleżaneczkami i jest mu miło i przyjemnie w klimatyzowanym pomieszczeniu. 

Żadna z tych trzech sytuacji nie dotyczy ani mnie, ani 99,99% nauczycieli. Tego 0,01% dotyczy sytuacja numer 1 o ile mają męża-sponsora. Bądź innego sponsora. Dlatego odchodzę z pracy bez nutki żalu i z westchnienim ulgi.

Dla tych, którzy nie są i nigdy nie byli nauczycielami: praca nauczyciela polega na tym, że zawijasz  kilka godzin w szkole i kilka poza nią, także popołudniami, w łikendy i dni ustawowo wolne. Nie masz czasu na życie towarzyskie w pracy, bo masz 15 sekund na decyzję, czy 5minutową przerwę wolną od dyżuru i rozmów z rodzicami/dyrekcją wykorzystać na pochłonięcie kanapki, czy raczej na siku. Integracja socjalna w pracy nie istnieje, chyba że za integrację socjalną uznacie przepychanki o oceny, coraz częściej prowadzone niemal wyłącznie przez dziennik elektroniczny. I jeśli chodzi o zdziadzenie :P - to naprawdę prędzej zdziadziejesz będąc starym sfrustrowanym nauczycielem niż będąc szczęśliwym emerytem. 

Nauczyciel(ka) po pięćdziesiątce zwyczajnie nie nadąża. Za bieganiem z piętra na piętro, z klasy do klasy, w ciągu 5 minut przerwy, i to niosąc pod pachą wszystkie pomoce naukowe. Za pilnowaniem dzieciaków, ile by ich nie było i ile nie mają lat (dzisiejsze osiemnastolatki są mniej odpowiedzialne niż kiedyś dwunastolatki) i hodowaniem sobie oczu dookoła głowy. Za ogarnięciem wszystkich wymaganych przez system (i dyrektora) papirów, które w ciągu trzydziestu kilku lat pracy zmieniały się kilkanaście razy i odchodziły w siną dal niepamięci, i nikomu nigdy nie bywały do niczego potrzebne - chociaż w czasie obowiązywania można było za ich brak  ponieść zawodową śmierć. Czy ktoś dziś pamięta choćby instytucję ścieżek edukacyjnych? Nie nadąża też (może przede wszystkim) za rozwojem technologii i sztucznej inteligencji (przy wyraźnym kurczeniu się inteligencji naturalnej). Nauczyciela po pięćdziesiątce przekracza uczenie się wszystkich funkcji e-dziennika, drukowanie dokumentacji z systemu śni mu się po nocach, a ograniczenie porozumiewania się z rodzicami do elektronicznych wiadomości (które rzadko kiedy ktoś czyta) to według niego jakieś nieporozumienie. Nauczyciela po pięćdziesiątce przekraczają też uczniowskie metody ściągania wspierane przez wszelkie technologiczno-internetowe narzędzia. I myśli, że to wszystko po prostu nie ma żadnego sensu. Nauczycielce po pięćdziesiątce dochodzą do tego wszystkie uroki menopauzy: uderzenia gorąca (na lekcji też i wszyscy widzą, jak ci zaparowały okulary), przybywające kilogramy (których też nie da się nie zauważyć), inne problemy z prezencją, coraz gorszy wzrok i słuch, czego raczej ukryć się nie da, coraz gęstsza mgła mózgowa, przez którą zdarza się nie pamiętać w kluczowym momencie lekcji kluczowej informacji albo bezlitośnie przekręcać imiona uczniów - no i macie pełen obraz. Po prostu. Jak się robi tak śmieszno i straszno, trzeba się zbierać. Bez żalu. Z poczuciem, że już swoje w życiu przepracowałaś, a teraz można w końcu powiedzieć: ufff. 

Żal? A czego tu żałować? Koleżanek z pracy, które - o połowę młodsze niż ja - jeśli już mają czas rozmawiać, to o jakimś zupełnie innym dziwnym świecie, którego nie mam ochoty poznawać? Dzieciaków, co dziś są, jutro ich nie będzie i nawet ci nie powiedzą na ulicy dzień dobry? Ich rodziców, którzy albo przez ostatnie kilka lat w ogóle nie zdążyli się do ciebie odezwać poza przekazywaniem wiadomości z prośbą o zwolnienie z lekcji, albo mieli głównie pretensje? Czy stosów papirów, ćwiczących zdolności artystycznoliterackie podczas wypełniania na początku roku, w połowie i na koniec? 

W ciągu 32 lat pracy (plus rok pracy na czarno) uczyłam kilka? kilkanaście? tysięcy dzieciaków. Ilu z nich przydała się kiedykolwiek jedna rzecz z tego, co im kazałam wkuwać, prawdopodobnie mogłabym policzyć na palcach. Mogłabym pójść w idealizm i opowiadać o uczeniu cierpliwości, wytrwałości, właściwych wyborów moralnych i takich tam, ale podejrzewam, że gdybym weszła w ten ton, sami odpisalibyście: weź nie żartuj. :P

Świat się bardzo zmienił odkąd zaczęłam pracować - na czarno bodaj w 1991 czy 1992, legalnie w 1994. Obawiam się, że kilka razy w międzyczasie stanął na głowie. I mi się to nie musi podobać, i nie muszę w tym brać udziału. Kopernik, wstrzymaj ziemię, bo wysiadam.

I uprzejmie proszę podpisywać komentarze. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.