nigdy w moim życiu. Tydzień temu myślałam, że 34,2 stopnia Celsjusza to już gorąc nad miarę.
W piątek było powyżej 36 i wszyscy jęczeli.
Wczoraj, w sobotę, było jeszcze ciut cieplej
a ciemną nocą było 29 stopni i krzyczeliśmy, że to tropiki i spać się nie da.
No to popatrzcie, jak było dziś:
i te 40,1 to nie był chwilowy wyskok, tylko tak było i było do jakiejś 16.00 coś. A teraz - proszsz.
I jak tu żyć?
No, straszne upały. My dziś pozasłaniałysmy kocami okna w kaplicy, żeby się nie robiła szklarnia. I inne okna trochę i balkony. Nie wygląda to zbyt pięknie, ale pomaga wytrzymać.
OdpowiedzUsuń