i ja już nie mogę. Dziś wypełniałam - mam nadzieję po raz ostatni - najświętsze tabelki. No i zmagam się z życiem, nie tylko szkolnym - na przykład z rodzinnym też.
Ciężko żyć w świecie przekonanym, że należy pracować do us* śmierci, a do opieki nad starymi rodzicami należy wynająć całodobową opiekunkę, która ma mieszkać w domu tej starej osoby na stałe - i to jest lepszy ponoć pomysł niż że dziecko ma iść na emeryturę i samo zająć się swoim rodzicem. Nie wiem, może pomysł dlatego lepszy, że w tym rozwiązaniu dwie osoby są zatrudnione (i w idealnie uczciwym świecie obie płacą wszelkie składki i podatki, i państwo ma zysk). No w tym rozwiązaniu jeszcze widzę jakąś logikę. Ale jak usłyszałam o rozwiązaniu opieki nad starszym rodzicem w postaci objęciem zdalnym monitoringiem całego domu tej starszej osoby, tak, że mieszkające w innym mieście dzieci mają cały podgląd na komórkach - no to już naprawdę mnie wycięło.
Oba rozwiązania przedstawiono mi jako modelowe i ze wszech miar słuszne. W przeciwieństwie do moich planów odejścia na emeryturę i zajęcia się mamą. No i jak zwykle czuję się kompletnie nieakceptowana, że powinnam być kimś innym niż jestem, najlepiej pracoholikiem praktykującym, to wtedy by było dobrze. No ale nie jest dobrze i nie będzie, i mam średnią ochotę na takie życie w sumie.
Zaczęłam dziś ogarniać sprawę ubezpieczenia, takiego na życie i od wypadków, bo w pracy już przecież nie będę ubezpieczona. I po ogarnięciu pierwszej firmy ubezpieczeniowej stwierdziłam, że lepiej se kupić duży zakręcany słoik, napisać na nim: na moje leczenie i pogrzeb, i wrzucać do niego powiedzmy 5 dych miesięcznie. Przynajmniej to, co wrzucę, nie przepadnie. :P
A poza tym jest zimno, a te imitacje deszczyków, które przechodziły dziś przez moje miasto, żadnego wpływu na wszechsuszę nie wywarły.
I to z ważnych nowin ostatniego czasu chyba tyle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.