a że mi jednocześnie jest też gorąco :P, sprawa robi się nie do wytrzymania. A zapowiedzi, że pojutrze będzie plus 30, przy moich defektach w termoregulacji doprowadzają mnie do rozpaczy.
Właśnie przycięłam sobie palce. Trzy. Lewej ręki. W pralce :P. Wyjęłam rękę z pralki i rozryczałam się. Jakby ktoś miał wątpliwości, jak na życie reagują baby-idiotki. Po pięćdziesiątce szczególnie. A ta pralka to akurat firanki prała, bo w końcu - po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy - udało mi się okna umyć.
W pracy kolejne boje o stopnie - i tak będzie do poniedziałku włącznie. Robię ostatnie, naprawdę ostatnie tematy we wszystkich klasach. Oczywiście, że jak zwykle mam moralniaka z powodu wystawianych ocen. Nie wiem, jak ten biedny Pan Bóg będzie nas na Końcu sądził i jak On to zniesie...
W domu. Mama dziś miała rano badanie krwi - pielęgniarka przyszła do domu, a mnie oczywiście nie było, bo musiałam być w pracy. Ponadto mama przyznała się, że kiedyś ostatnio na samotnym spacerze się przewróciła, ale przecież nie ma problemu, bo udało jej się wstać - i ma zakaz na samotne wychodzenie z domu. Nie sądzę, żeby go posłuchała. A ja nie dopilnuję. Bo jak. I już czuję, że od 28 czerwca będę chodzić z mamą na codzienne urocze spacerki. Boże, wydłuż mi dobę.
Przy okazji pielęgniarka przyniosła mamie cały stos papirów, które należy wypełnić, to może jej dadzą jakiś dodatek z okazji niepełnosprawności. Jak przewalę rok szkolny, to wypełnimy. Byleby tylko mamie nie wpadło do głowy chojrakować przed komisją sprawdzającą jej stan, że przecież ona dobrze się czuje i świetnie sobie ze wszystkim radzi. Tak jak chojrakuje przed przyjeżdżającą dwa razy do roku na pół dnia rodziną brata. No i pewnie dlatego brat jest przekonany, że mamie spokojnie wystarczy płatna opiekunka, przecież mama świetnie funkcjonuje i w sumie wiele opieki jej wcale nie trzeba.
A poza tym naprawdę mam już dość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.