When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

31 stycznia 2026

koniec stycznia - zmiana dekoracji

 czyli wyniosłam do piwnicy choinkę, a na parapecie kuchennym rozstawiłam cały cyrk do produkcji kiełków:



Zastrzeżenie: w tych trzech ostatnich słoiczkach hoduję... nie, nie kiełki. W nich hoduję kryształy.

Zaczęło się od tego, że dotarłam do pamiętnej soli wymieszanej z cukrem :))) i nie chciało mi się jej wyrzucać, więc połowę rozpuściłam w słabej herbacie - to ten ciemny słoik - a połowę w wodzie. To ten słoik z białym nalotem. Natomiast słoik przezroczysty zawiera trzy paczki kwasku cytrynowego i nie jest roztworem nasyconym. Nie wiem, ile kilo kwasku można by rozpuścić w słoiku po chrzanie, ale podejrzewam, że parę kilo :P. Tak czy siak, wydaje mi się, że jak woda odparuje, to roztwór kiedyś tam się wysyci. Planuję nastawić czwarty słoik z sodą oczyszczoną. Nie mam pojęcia, ile kilo sody trzeba, żeby wysycić słoik roztworu.

A poza tym skończył się styczeń. Za mną ostatnia semestralna rada. Przeżyłam też katar mamy i swój - i to właśnie walka z katarami zajęła mi ostatnie trzy dni. Tymczasem wróciły mrozy - jest jakieś minus dziesięć średnio, w nocy mróz ciut większy, w dzień ciut mniejszy. I słońce. Nawet mój świetlik się naładował.


Za to ptaków w karmniku nie ma. Znaczy, jest parę sikorek i mój własny kos, ale nic poza tym. Oprócz nieustająco upartych gołębi, ryzykujących ukręceniem łba, byleby tylko do klatki dziób wsadzić. No ale jak ktoś jest głupi, cóż na to poradzić. 

Długo myślałam nad zdjęciem dekady - nie żeby było ich tak dużo do wyboru. Ale chyba to:

Najlepiej oddaje topniejącą i marznącą zimowość. :)

28 stycznia 2026

tadaaaam

 trututuuuuu! Czyli odtrąbiam menopauzę. Oficjalnie i zgodnie z zasadami Sztuki Medycznej. Obiecywałam kiedyś z tej okazji tydzień pić, no ale. Niezależnie od niewypowiedzianej radości, że daj Boże już wreszcie koniec, mimo wszystko skoki hormonalne w toku i pewnie jeszcze dość długo będzie się to wszystko normować. Niestety, skoki hormonalne ciągle czuję - i to w różnych częściach ciała. Na przykład w skórze. Więc cieszyć się będę, jak mi to minie, najlepiej razem z falami gorąca i zimna na przemian. OK, pewnie to będzie za najmniej 5 lat.

Poza tym jestem po ostatnim wystawianiu ocen na półrocze i w trakcie ostatniego -  mam nadzieję - poznawania nowych osób, które od półrocza zdecydowały się zmienić szkołę na moją. Ponieważ ciężko mi się poznaje (i trudno zapamiętuje) nowych ludzi, każdy początek roku szkolnego jest wyzwaniem. Zwykle to samo wyzwanie powtarza się, w pomniejszonej skali, w okolicach półrocza. A wracając do stopni - semestralne zamieszanie związane z poprawami, naciąganiami, pretensjami i takimi tam już za mną. Niestety, czeka mnie kolejna przynajmniej jedna rada (z protokołem) i zebranie z rodzicami. 

A moje malowanie po numerach wygląda chwilowo tak:



26 stycznia 2026

i wystawiłam

 ostatnie stopnie na półrocze. Może są ciut lepsze niż gdyby nie były ostatnie. :P Jestem w trakcie ostatnich rad, przede mną ostatnie zebranie z rodzicami. I mam tak szczerze dość, że aż. Dziś wróciłam z pracy koło 18.00. A trzeba jeszcze na jutro cały wagon rzeczy przygotować. 


Z serii babskie czytadła:

dziesiąty tom Rodziewiczówny. I szczerze to nie jest książka, którą bym czytała kolejny raz dla przyjemności. Historia czterech studentów, z których jeden jest fanatykiem socjalizmu, drugi fanatykiem tego pierwszego, trzeci topi się w uciechach wszelkich świata tego, a czwarty, o którym w sumie jest w książce najmniej, to Polak-patriota z zasadami. 


Finalnie jeden z czwórki bohaterów umiera na zakażenie krwi, jeden popełnia samobójstwo, jeden kończy na zesłaniu, a ostatniego ratuje bezinteresowna miłość porządnej kobiety, która akurat została jego żoną. Pozostali tego szczęścia nie mieli. Ogólnie książka o paskudności świata, a szczególnie socjalizmu. I, jak nadmieniłam, nie jest to utwór, który chciało by się czytać jeszcze raz. 

Tytułowy czarny bóg jest antytypem białego boga i ta deistyczna diada przewija się w książce kilka razy, bez wytłumaczenia, co to w zasadzie za bóstwa i z jakiego panteonu. Bystry czytelnik :P skojarzy biel i czerń z walką dobra ze złem. Tyle, że dobra w książce za wiele jakoś nie ma, a rzeczywistość jest parkietem, który niemal w całości przynależy bogu czarnemu. Ot, taka realistyczna opowiastka :P. A poza tym socjalizm jest ideologią niszczącą i pożera swoje dzieci, i zabija wszystkich dokoła.


A poza pracą i książkami... hm... czy jest coś poza pracą i książkami w ogóle? :P

24 stycznia 2026

szot hormonalny

 jaki dziś mi zafundował mój własny organizm wprawił mnie w osłupienie. :P Zupełnie bez powodu miałam ochotę kogoś... kogokolwiek... no nie, nie zabić, ale dobrze op*** z użyciem bardzo, ale to bardzo mocnych zwrotów. Żeby było ciekawiej, byłam akurat zupełnie sama w domu, stałam przy oknie i nic się nie działo. Puls skoczył mi do 131 :P , a że moje serce absolutnie nie jest przyzwyczajone do silniejszych uderzeń, dostało zakwasów i dokuczało mi najbliższą godzinę. Zrobiłam kilka głębokich oddechów, głośno wyraziłam chęć wycięcia całego babskiego układu hormonalnego i wyrzucenia go przez okno :P i... poszłam do sklepu. Myślałam, że zaraz mnie rozłoży i nastąpi reakcja w postaci rozmiękczenia i płaczliwości, ale nie. 

Ale być babą to naprawdę ciężki los. Uderzenia gorąca to tylko jeden pikuś. Jak macie gdzieś w okolicy babę okołomenopauzalną, uważajcie na siebie, bo to się może kiepsko skończyć. :P 

BTW. Jeszcze cztery, dosłownie cztery dni i odtrąbię oficjalnie menopauzę.

23 stycznia 2026

czelendż - druga połowa stycznia

 Przedstawiam zasłoikowane roślinki z drugiego styczniowego spaceru:


Przypominam: to zielone to cis, poza tym skrzydlak lipy, owocostan nawłoci z nasionami, kwiatek hortensji, kawałek komosy, ledwie widoczne gałązki żylistka. Dominująca tonacja nadal brązowo-beżowa.

W kalejdoskopie:


Zdjęcia z kalejdoskopu:










Filmik z pierwszej połowy stycznia w stanie stosunkowo świeżym:


Wszystkie filmiki i kilka zdjęć można będzie zobaczyć w zakładce "czelendż 2026" na górze strony.

22 stycznia 2026

czelendż styczniowy

 zapraszam do obejrzenia kalejdoskopowego filmiku jeszcze z zawartością z pierwszej styczniowej wycieczki. Zielsko wyschło i efekt jest ciut inny, a ja staram się udoskonalać technikę kręcenia filmików.


Tak wiem, to są filmy dla ludzi o mocnych nerwach. :) Trochę jak te ustrojstwa, w których przesypuje się dekoracyjny piasek. Akcja niezwykle wartka i efekty specjalne, nie można oderwać wzroku. Obsada: gałązki lipy, owocostan marchwi, bylica, nasiona jesionu, krwawnik. Dominujące kolory: brąz, beż, szary, czarny. 

Kolejny filmik niebawem. 

20 stycznia 2026

dwie trzecie stycznia

 za mną ostatnie wypełnianie półrocznych tabelek. 

Tymczasem z powodu zimna i oblodzenia, a zatem śliskości dróg, spacer drugopołowowostyczniowy :) ograniczył się do wyjścia do sklepu i z powrotem, a potem do pracy i z powrotem.





Szata roślinna, zmrożona i pod śniegiem skryta, nie zmienia się specjalnie w ciągu ostatnich tygodni. Tyle, że jest trochę jaśniej. Ze spaceru ze mną przyszły:
od lewej: jakaś bylica czy może komosa, skrzydlaki kilku różnych lip, gałązka cisu, gałązka chyba żylistka

a także nasienniki nawłoci i okwitnięta hortensja.

Już się suszą. 

Zdjęcie dekady hm może to?


15 stycznia 2026

połowa stycznia

 ostatni raz wystawiałam propozycje ocen na półrocze. Trochę już na zasadzie: mogę wam wszystkim i dziesiątki postawić, tylko dajcie mi już święty spokój. :P 

U mnie zima w pełni, dotąd mroźna, dziś zaczęła się dopiero roztapiać. 




Doceniam zrobione jesienią przetwory.


Zajadam marynowaną paprykę i bułeczki z dżemikiem :) i zdecydowanie za mało spaceruję, ale pod nogami rozciapany śnieg nie zachęca do wędrówek, a konieczność zawijania się w kilogramy ciepłych ciuchów (i rozwijania się z nich potem) odstręcza ostatecznie od wychodzenia z domu. Czekam już na wiosnę. :P

10 stycznia 2026

jedna trzecia stycznia

 czyli ostatni powrót do szkoły po Bożym Narodzeniu za mną. I naprawdę niezwykle ciężko mi się wracało. Cały czas brakuje mi przynajmniej kilku godzin w każdej dobie, wtedy może bym się jakoś z trudem obrobiła. Wszystko już robię dużo wolniej, a mama wymaga coraz większej opieki i coraz więcej czasu też. 

Postanowiłam dziś zdementować moją własną tezę, że styczeń jest białobrunatny i nic więcej. Wiele na spacerze nie wytrzymałam, bo mróz, no ale.






i zdjęcie dekady, proszę zwrócić uwagę na płatki śniegu na płatkach róży:


09 stycznia 2026

czelendż - początek stycznia

 Suszenie suchych chwastów nie jest specjalnie skomplikowane, więc wyschły szybko. Pierwszy styczniowy słoik wygląda tak:


Do kalejdoskopu, okazało się, trzeba włożyć sporo zielska, inaczej nie ma efektu.


Przypominam dominujące kolory: biel, beż, brąz, szarość, czerń. Zgadza się?

BTW: zdjęcia i filmiki lepiej robić komórką, aparatem nie da się w ogóle trafić w oko kalejdoskopu. Komórką jak cię mogę:







I filmik:


08 stycznia 2026

czelendż 2026

 Jestem zmęczona zadaniowością. Jeśli ktoś pamięta niezwykle intensywny czelendż 2025 z poprzedniego bloga, to nawet się nie zdziwi. :) Zadania zostawiam sobie na kolejny rok, a może na jeszcze kolejny. Tymczasem na rok 2026 zaplanowałam czelendż spacerowo-botaniczno-kreatywny. 

Czelendż obejmuje (w planach) 4 elementy wykonywane 2 razy w każdym miesiącu. Po pierwsze, spacer (czyli dwa spacery na miesiąc, bliżej początku miesiąca i po połowie). Po drugie, zebranie 5-6 charakterystycznych dla czasu i miejsca roślin - takich, które łatwo na płasko zasuszyć, więc wszelkie jagody i owoce odpadają. Potem zasuszenie tych roślin między kartkami jakiejś starej książki. Starej, z makulaturowego papieru. Po trzecie, wykonanie "słoika" z części zasuszonych roślin - na pamiątkę, a także ułożenie części tych samych roślin w self-made kalejdoskopie (znowu - może pamiętają go czytelnicy starego bloga). Zdjęcia ze spaceru, zdjęcie zebranych roślin oraz zdjęcia "słoika", a także zdjęcia i film z kalejdoskopu będą zamieszczane w kolejnych wpisach na tym blogu jako hm dokumentacja czelendżu. 

Robiąc ten czelendż chcę po pierwsze cieszyć się systematycznym spacerowaniem, choćby po ulicy i na krótkim dystansie. Po drugie, chcę zauważyć kolejno pojawiające się roślinki (i zmiany dominującej kolorystyki - tu ukłon w stronę Oli). Po trzecie, chcę zrobić kolekcję roślinek w "słoikach" - w sumie przewiduję 24 - i kolekcję zdjęć i filmików z kalejdoskopu, które, mam nadzieję, będą niezłą frajdą w wykonaniu i oglądaniu. 

A więc. Pierwszy styczniowy spacer:




Zaśnieżoną ulicą do pracy. Spod śniegu sterczy sporo tak zwanych badyli:





Dominujące kolory: biały, beż, brąz, czerń.

Zebrane rośliny:


Pozostałości po krwawniku, marchwi dzikiej, bylicy pospolitej, jakiejś trawie, owoce jesionu, gałązki lipy. Suszą się.