When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

26 stycznia 2026

i wystawiłam

 ostatnie stopnie na półrocze. Może są ciut lepsze niż gdyby nie były ostatnie. :P Jestem w trakcie ostatnich rad, przede mną ostatnie zebranie z rodzicami. I mam tak szczerze dość, że aż. Dziś wróciłam z pracy koło 18.00. A trzeba jeszcze na jutro cały wagon rzeczy przygotować. 


Z serii babskie czytadła:

dziesiąty tom Rodziewiczówny. I szczerze to nie jest książka, którą bym czytała kolejny raz dla przyjemności. Historia czterech studentów, z których jeden jest fanatykiem socjalizmu, drugi fanatykiem tego pierwszego, trzeci topi się w uciechach wszelkich świata tego, a czwarty, o którym w sumie jest w książce najmniej, to Polak-patriota z zasadami. 


Finalnie jeden z czwórki bohaterów umiera na zakażenie krwi, jeden popełnia samobójstwo, jeden kończy na zesłaniu, a ostatniego ratuje bezinteresowna miłość porządnej kobiety, która akurat została jego żoną. Pozostali tego szczęścia nie mieli. Ogólnie książka o paskudności świata, a szczególnie socjalizmu. I, jak nadmieniłam, nie jest to utwór, który chciało by się czytać jeszcze raz. 

Tytułowy czarny bóg jest antytypem białego boga i ta deistyczna diada przewija się w książce kilka razy, bez wytłumaczenia, co to w zasadzie za bóstwa i z jakiego panteonu. Bystry czytelnik :P skojarzy biel i czerń z walką dobra ze złem. Tyle, że dobra w książce za wiele jakoś nie ma, a rzeczywistość jest parkietem, który niemal w całości przynależy bogu czarnemu. Ot, taka realistyczna opowiastka :P. A poza tym socjalizm jest ideologią niszczącą i pożera swoje dzieci, i zabija wszystkich dokoła.


A poza pracą i książkami... hm... czy jest coś poza pracą i książkami w ogóle? :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.