ostatnie stopnie na półrocze. Może są ciut lepsze niż gdyby nie były ostatnie. :P Jestem w trakcie ostatnich rad, przede mną ostatnie zebranie z rodzicami. I mam tak szczerze dość, że aż. Dziś wróciłam z pracy koło 18.00. A trzeba jeszcze na jutro cały wagon rzeczy przygotować.
dziesiąty tom Rodziewiczówny. I szczerze to nie jest książka, którą bym czytała kolejny raz dla przyjemności. Historia czterech studentów, z których jeden jest fanatykiem socjalizmu, drugi fanatykiem tego pierwszego, trzeci topi się w uciechach wszelkich świata tego, a czwarty, o którym w sumie jest w książce najmniej, to Polak-patriota z zasadami.
Finalnie jeden z czwórki bohaterów umiera na zakażenie krwi, jeden popełnia samobójstwo, jeden kończy na zesłaniu, a ostatniego ratuje bezinteresowna miłość porządnej kobiety, która akurat została jego żoną. Pozostali tego szczęścia nie mieli. Ogólnie książka o paskudności świata, a szczególnie socjalizmu. I, jak nadmieniłam, nie jest to utwór, który chciało by się czytać jeszcze raz.
Tytułowy czarny bóg jest antytypem białego boga i ta deistyczna diada przewija się w książce kilka razy, bez wytłumaczenia, co to w zasadzie za bóstwa i z jakiego panteonu. Bystry czytelnik :P skojarzy biel i czerń z walką dobra ze złem. Tyle, że dobra w książce za wiele jakoś nie ma, a rzeczywistość jest parkietem, który niemal w całości przynależy bogu czarnemu. Ot, taka realistyczna opowiastka :P. A poza tym socjalizm jest ideologią niszczącą i pożera swoje dzieci, i zabija wszystkich dokoła.
A poza pracą i książkami... hm... czy jest coś poza pracą i książkami w ogóle? :P


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.