When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

15 maja 2026

połowa maja

 ostatnie matury za mną. Przeraża mnie ZUSowska papirologia...

Dla relaksu: majowy kalejdoskopowy czelendż.


Zawilce, tasznik, liść paproci, liść winogronu, niezapominajka, lilak, żarnowiec, floks szydlasty, skalnice, konwalie, bratki, gwiazdnice, przytulia liść, smagliczka, kocimiętka, ruta liść, szydlica.

Po wysuszeniu wylądowały w słoiku


więc aktualny pasek wygląda tak:

i w kalejdoskopie.

Kilka zdjęć:


















I filmik:


Miłego oglądania!

14 maja 2026

święty Maciej

 zimę traci albo bogaci. :))) Tia wiem, to przedsoborowy święty Maciej z 24 lutego bodaj, ale w tym roku przysłowie pasuje jak pięść do ryja. Do wczoraj było tragicznie zimowo zimno. Dziś trochę cieplej. Jutro zobaczymy, co z zimą zrobił święty Maciej.

Na razie pozdrowienia z ogrodu.















Jest absolutnie przepięknie. 

Dziś odkryłam, że mam dwa gatunki konwalii. Ta jest zwykła



a to jest jakiś wąskokwiatowy mutant:


Jak ją zobaczyłam, myślałam najpierw, że to jakaś cebulica. :)

A poza tym mozolnie odpisuję na (wielkanocne) listy i w okolicach Zielonych Świąt powinny dojść z godnie z obietnicą. :)

10 maja 2026

jedna trzecia maja

 prawie skończyłam pracę w komisjach maturalnych. Zdążyłam się załamać niskością emerytury. Pierwszy raz dotarło do mnie, że pracuję jeszcze 7 tygodni wszystkiego - i to jest dziwne uczucie. :P Jestem bardzo zmęczona i nie wystarcza mnie na pracę, opiekę nad mamą, podstawowe dbanie o zdrowie i jakieś jeszcze życie poza wymienionymi wcześniej. Cały czas jestem przekonana, że powinnam wszystko robić szybciej, wkurza mnie niemożność bycia w trzech miejscach jednocześnie i wykonywania pięciu czynności naraz. :P Mam wyrzuty sumienia, że mama nie jest dopilnowana, że znowu czegoś nie zrobiłam, czegoś nie zauważyłam, nie ogarnęłam, zrobiłam źle. Z drugiej strony w pracy przydałoby się siedzieć długie godziny, a jeszcze dłuższe poświęcać na pracę w domu. I czasu na życie nie ma już wcale. 

Kwestie babskie nie pomagają. Fale gorąca, problemy z przespaniem nocy, niezwalczone syfy na gębie, duuużo wolniejsze funkcjonowanie, mgła mózgowa, takie tam. 

Dobra. Zdjęcie z dekady:


09 maja 2026

w ogrodzie, w kalejdoskopie

 i w katedrze, tia. 





Moja malutka jodełka właśnie dojrzała do pierwszej szyszki.

A niżej - ususzony ostatni kwietniowy kalejdoskop.






Dziś z ogrodu przybyła nowa kolekcja:


Zawilce wielkokwiatowe, tasznik, liście paproci, młodziutkie liście winogronu, niezapominajka, lilak, żarnowiec, skalnice, floks szydlasty, konwalia, bratki, gwiazdnica, liście przytulii, smagliczka, kocimiętka, liść ruty, szydlica - chyba tyle. Cała majowa rozmaitość. Wylądowały w książce do suszenia.

A w katedrze światło odbijało się w wypolerowanej podłodze tak samo jak w 2012. 


Dywan pewnie był tak samo zakurzony. 

Pomódlcie się czasem za nich. Żeby patrzyli na świat i ludzi z pozycji dywanu, nie tronu. Światła odbitego w posadzce, nie żyrandola. 

I ja też.

Bo mozolnie wracam do etapu drugiego skrutinium :P i hm, czasami wraca nas życie, nie żadni ważni decydujący. Nie wiem, czy przebrnę. 


08 maja 2026

znudzony nauczyciel na maturze

 piątej z kolei w tym tygodniu. Dwa tysiące może i są głodową emeryturą, ale przynajmniej na maturach nie będę więcej siedzieć. 

Więc w tym tygodniu siedzę już piąty raz i jeszcze będę siedzieć w poniedziałek, w sumie 4,5+3,5+2,5+3+3+3 godziny, czyli prawie 20 godzin siedzenia i gapienia się w sufit. Do dyspozycji mam leżące na stole maturalne dokumenty, parę kartek i czarny długopis. Nieścieralny, rzecz jasna. Więc. Biorę pierwszą kartkę i pierwsze z brzegu dłuższe słowo z maturalnej dokumentacji. Niech będzie DODATKOWYCH. Najpierw klasyka: układanie wyrazów z liter tego słowa. KOD, DOK, CHODAK, DACH, KAWA, WADA, KOCHA, CHWAT, OKOWY... Zabawa na pierwsze trzy godziny. Potem level up. Ułóż możliwie sensowne zdania tylko ze słów, które można ułożyć z liter słowa wyjściowego. DACHOWY KOT, CO DYCHA, DWA KOTY CHWYTA, O, CHWAT! 

W ten mniej więcej sposób udało mi się te 20 godzin przeżyć. :)))

Było tego więcej, tu tylko kilka.