Przeglądając książkę poświęconą przydrożnym krzyżom i kapliczkom w mojej okolicy (dzieło wydane staraniem lokalnego stowarzyszenia) znalazłam figurkę ufundowaną przez mojego własnego hm ciotecznego dziadka, tak to się chyba nazywa. W publikacji podano jego imię i nazwisko, ale przypisano mu tytuł księdza kanonika :))). Był zwyczajnym mieszkańcem wsi i dobrym mężem mojej ciotecznej babci. Czy jakoś tak. Moja babcia była jej ciocią, mój tata mówił do niej ciociu, a to był jej mąż. Rozszyfrujcie sobie, co to za pokrewieństwo. W każdym razie pamiętam ich oboje świetnie i pomysł, że on był księdzem kanonikiem, nieludzko mnie rozbawił. Może świeckiemu nie wypada fundować figurki? :)))
Drugi smaczek. Przydrożny krzyż z lastryka z obrazkiem Maryi u podstawy, u nas mówią na to figura. Wiem od babci, że postawiono ją w ramach tak zwanego czynu partyjnego, naprawdę. Chyba nie wypadało tego napisać, bo pod zdjęciem jest inskrypcja, że to pani taka a taka (też ją świetnie znam - btw: pani, więc nie dało się napisać, że ksiądz kanonik :))) ufundowała tę figurę jako wotum za spokój duszy swoich dzieci, które zginęły w czasie wojny. Wersja duuuużo ładniejsza.
I tak to jest z naszą historią. Nie wierzcie historykom, nie warto.
Malowanka:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.