When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

28 lipca 2026

wakacyjnie 11

 i chyba przedostatnio. Kończy mi się urlop...

Tym razem Sandomierz.
















Obawiam się, że nie zdążyłam zobaczyć nawet połowy tego, co w Sandomierzu zobaczyć warto. Na starówce panował iście wakacyjny tłok. Pełno ludzi łaziło po sandomierskich wąwozach. Prawie tak ładnych jak nasze. :P Tu wąwóz królowej Jadwigi:




Przy okazji widać, jak duży jest wąwóz w porównaniu do człowieka.





Sztuczna inteligencja stwierdziła, że te dziury to kolonia lęgowa żołn. Tyle, że żołny już przestały gniazdować. Warto tu wrócić w czerwcu...


Nigdy nie widziałam żołny. Nigdy nie widziałam też wąwozu z latarniami.


Latarnie są, dla odmiany, w wąwozie św. Jacka Odrowąża - tego od orzechów jacków, takich dużych orzechów włoskich. Podobno to św. Jacek O. sprowadził je i posadził najpierw właśnie w Sandomierzu.


A sam Odrowążowy wąwóz taki sobie. Tak mały, że kończy się, zanim się na dobre zaczął. 

Podobno w Sandomierzu jest jeszcze trzeci wąwóz o nieco skostniałej nazwie Piszczele, ale nie zdążyłam go odszukać. Specjalnej motywacji zresztą nie miałam, wyczytawszy, że najlepszy jest i tak wąwóz św. Jadwigi. A trzeba było jeszcze nawiedzić i Góry Pieprzowe.






Sandomierz w oddali.



Góry są pieprzowe, bo tworzące je skały wyglądają trochę jak usypany w ogromne stosy grubo mielony pieprz:




I kiedyś jeszcze bym chciała tu wrócić...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.