i chyba przedostatnio. Kończy mi się urlop...
Tym razem Sandomierz.
Przy okazji widać, jak duży jest wąwóz w porównaniu do człowieka.
Sztuczna inteligencja stwierdziła, że te dziury to kolonia lęgowa żołn. Tyle, że żołny już przestały gniazdować. Warto tu wrócić w czerwcu...
Nigdy nie widziałam żołny. Nigdy nie widziałam też wąwozu z latarniami.
Podobno w Sandomierzu jest jeszcze trzeci wąwóz o nieco skostniałej nazwie Piszczele, ale nie zdążyłam go odszukać. Specjalnej motywacji zresztą nie miałam, wyczytawszy, że najlepszy jest i tak wąwóz św. Jadwigi. A trzeba było jeszcze nawiedzić i Góry Pieprzowe.
Sandomierz w oddali.
Góry są pieprzowe, bo tworzące je skały wyglądają trochę jak usypany w ogromne stosy grubo mielony pieprz:
I kiedyś jeszcze bym chciała tu wrócić...
Te latarnie w wąwozie najlepiej wyglądają w zimowy wieczór :) istna Narnia. Mieszkałam kiedyś w Sandomierzu i chodziłam czasem na Pieprzówki, świetne miejsce.
OdpowiedzUsuńnie śmiem zgadywać, czy widziałaś żołnę. :)
UsuńNawet jeśli widziałam, to nie wiedziałam się, że to ona
UsuńNo tak... żołny powinny się przedstawiać :)
UsuńCzy ten ogromny pierścień ma oczko, a raczej oczysko z krzemienia pasiastego?
OdpowiedzUsuńma. :) Podobno pogłaskanie oczyska ma spowodować przyrost optymizmu. Nie zauważyłam.
UsuńSandomierz bardzo mi się podobał. I wąwóz też. Ale ludzi było za dużo. Za to pamiętam, że udało nam się namówić kleryka w kościele seminaryjnym na zagranie na organach.
OdpowiedzUsuńNo za dużo ludzi zdecydowanie.
Usuń