i w katedrze, tia.
Dziś z ogrodu przybyła nowa kolekcja:
Zawilce wielkokwiatowe, tasznik, liście paproci, młodziutkie liście winogronu, niezapominajka, lilak, żarnowiec, skalnice, floks szydlasty, konwalia, bratki, gwiazdnica, liście przytulii, smagliczka, kocimiętka, liść ruty, szydlica - chyba tyle. Cała majowa rozmaitość. Wylądowały w książce do suszenia.
A w katedrze światło odbijało się w wypolerowanej podłodze tak samo jak w 2012.
Dywan pewnie był tak samo zakurzony.
Pomódlcie się czasem za nich. Żeby patrzyli na świat i ludzi z pozycji dywanu, nie tronu. Światła odbitego w posadzce, nie żyrandola.
I ja też.
Bo mozolnie wracam do etapu drugiego skrutinium :P i hm, czasami wraca nas życie, nie żadni ważni decydujący. Nie wiem, czy przebrnę.





Piękna ta majowa rozmaitość 🤩
OdpowiedzUsuńjak to w maju...
Usuń...i padało prosto na mnie przez wysokie okno, jak w 2009. Dzięki :*
OdpowiedzUsuńAha, to ja, jak się słusznie domyślasz :P
Usuń:) śmieszne, że takie małe rzeczy, odbicie lampy w podłodze, wysokie okno - że to zostaje. Właśnie to.
UsuńWtedy poranne zimowe, teraz popołudniowe wiosenne. Tak, zostaje. I myślę, że On wie o tym.
OdpowiedzUsuńMyślę, że nie ma co liczyć na to, że nie Wie. :P
Usuń