Po raz pierwszy poczułam przedemerytalny luz. Że nie muszę się spieszyć i że mogę mieć całą tą pracę głęboko w. I przyglądać się do woli na przykład rozmnażaniu winniczków.
Jakby ktoś nie wiedział, one to robią głową (no prawie;). Tak przy okazji, to ludzie powinni brać przykład z winniczków i też bardziej powinni angażować głowę do tych czynności.
Poczekałam, aż skończą, a potem najspokojniej wyrzuciłam oba z ogrodu. Takie dwa winniczki z przychówkiem potrafią objeść ogród lepiej niż szarańcza. Niech się mnożą, ale za płotem.
Kiedyś wynosiłam ślimaki do lasu. Nie boisz się, że przelezą przez płot i wrócą?
OdpowiedzUsuńczęść na pewno wróci, część może trafi do sąsiadów :P, część zginie marnie, równowaga zostanie zachowana w każdym razie.
UsuńList doszedł i sprawił radość. Napiszę.
OdpowiedzUsuńJa tu w ogrodzie Teściowej co nieco robię, żeby nie był smutny i żeby to paskudne przymiotno znowu go nie opanowało. Tyle wyrwałam już i ciągle nowe gdzieś się pokazuje. Ale zwalczę. No i na pewno nie pozwolę, by było jak rok temu.
A Malątko średnie zebrało własnoręcznie wysiane rzodkiewki...
Cieszę się, że nie zginął. Ja dziś wyrywałam przymiotni z malin.
Usuń