When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

28 maja 2026

ukochane czytadło

 



Jeśli ktoś nie jest leśnym ludziem, nie ma po co wyciągać ręki. Jeśli ktoś jest leśnym ludziem, będzie czytał w kółko. Tertium non. Ja (niestety) jestem. I nawet mi nie przeszkadza duża doza licencji poetyckiej w utworze. Usiłowałam tym razem przy czytaniu rozkminić porę roku w utworze co do miesiąca. I wyszło mi, że od połowy kwietnia latali po lesie w lnianych koszulkach. Nie da się. 

Poza tym jeszcze tylko dwadzieścia? dziewiętnaście? dni roboczych i emerytura. Jeśli nachodzi mnie jakiś cień żalu, natychmiast wydarza się coś, co sprawia, że znowu mam pracy po dziurki w nosie. Robię ostatnie klasówki, kończę przedostatnie działy w podręcznikach. Przymierzam się do ostatnich stopni na koniec roku. Myślę o imprezce dla koleżanek z pracy. 

Na mojej liście rzeczy do zrobienia, na której na początku tygodnia było 14 punktów, obecnie jest punktów siedem. I mam potrzebę stworzenia kolejnej listy. :P

A wracając do mojej leśnej duszy - dziś spotkałam w mieście jeżyka.






W środku dnia, w środku miasta. Mam nadzieję, że nic go nie rozjedzie. 

Natomiast na ważce zaraz będą ptasie zdjęcia, ale też same słodziaki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.