Jeśli ktoś nie jest leśnym ludziem, nie ma po co wyciągać ręki. Jeśli ktoś jest leśnym ludziem, będzie czytał w kółko. Tertium non. Ja (niestety) jestem. I nawet mi nie przeszkadza duża doza licencji poetyckiej w utworze. Usiłowałam tym razem przy czytaniu rozkminić porę roku w utworze co do miesiąca. I wyszło mi, że od połowy kwietnia latali po lesie w lnianych koszulkach. Nie da się.
Poza tym jeszcze tylko dwadzieścia? dziewiętnaście? dni roboczych i emerytura. Jeśli nachodzi mnie jakiś cień żalu, natychmiast wydarza się coś, co sprawia, że znowu mam pracy po dziurki w nosie. Robię ostatnie klasówki, kończę przedostatnie działy w podręcznikach. Przymierzam się do ostatnich stopni na koniec roku. Myślę o imprezce dla koleżanek z pracy.
Na mojej liście rzeczy do zrobienia, na której na początku tygodnia było 14 punktów, obecnie jest punktów siedem. I mam potrzebę stworzenia kolejnej listy. :P
A wracając do mojej leśnej duszy - dziś spotkałam w mieście jeżyka.
W środku dnia, w środku miasta. Mam nadzieję, że nic go nie rozjedzie.
Natomiast na ważce zaraz będą ptasie zdjęcia, ale też same słodziaki.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.