When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

30 maja 2026

dzieci, dzieci...

 moja najnowsza paprotka, krewna niejakiej paprotki Natalii, ta imieniem Florentynka, poczuła się u mnie na tyle dobrze, że już wypuszcza dziecko.


Florentynkę dostałam w sam Wielki Piątek od ciotki neonki, z ostatniego egzemplarza paproci z domu babci. U ciotki ten egzemplarz ledwie zipał i Florentynka (tak nazwana po babci) nie rokowała specjalnie. Ale, jak widać, zaczęła rokować. Mam zadanie bojowe: zachować ten szczep.

Tymczasem ciotka neonka znowu ma paskudną (i nieoperacyjną) diagnozę onkologiczną. Kto może, proszę, niech się pomodli. A dalej zobaczymy. 

A ja ciągle myślę, że jedyny dom jaki w życiu będę miała, to Twój dom gdzieś Tam. I zastanawiam się, czy jest opcja z ogródkiem.

A drugie dzisiejsze dziecko to drugie spotkane w tym roku kawczę - pierwszego nie zdjęłam, bo akurat biegłam do pracy. Więc to jest drugie.




Ano, tak to z tymi dziećmi... :)))


Tymczasem w ogrodzie



tonacja jakby różowa, ale za różowo nie jest. Po pierwsze, straszna susza, nieustanne podlewanie i zdychające w oczach wszystko. Zjadłam dziś pierwszą truskawkę z gruntu, zapyziałą i niewyrośniętą. Po drugie, próbowałam dziś za pomocą spreju wysiudać z jednej z budek szerszenie. Znowu. Nie wiem, czy sprej zadziałał, zobaczymy następnym razem. To już druga tegoroczna ogrodowa eksterminacja. Pierwsze były mrówki na grządce z pietruszką. Zrobiły sobie mrowisko dokładnie wzdłuż rządka świeżo wysianej pietruszki, ze skutkiem 0:1 dla mrówek. Więc ujęłam sprej i ustaliłam wynik na 2:1 dla pietruszki.

Pozbierałam już pierwsze zioła 


i - jak przystało na szanującą się czarownicę :P - już je suszę. Nie w pęczkach pod sufitem, tylko w piętrowej suszarce do suszenia wszystkiego.

A na liście rzeczy do zrobienia mam jeszcze 7 punktów. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.